środa, 22 listopada 2017

Sztuka adaptowana na książkę



W „Pajęczynie” Agatha Christie utkała zgrabną intrygę, w którą zaplątała się Klarysa Hailsham-Brown oraz jej bliscy.




     W rezydencji Cobblestone Court dochodzi do morderstwa. Ginie Oliver Costello obecny mąż byłej żony pana domu, Henrego Hailsham-Brown. Ciało odnajduje Klarysa – obecna żona. Jest wstrząśnięta, najchętniej ukryłaby ciało. Henry pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i właśnie pojechał po ważną personę, niejakiego pana Jonsa. Oczywiście pan Jones panem Jonsem nie jest, a cała sprawa ma charakter poufny. Trup, policja i ważny, zagraniczny dyplomata w jednym miejscu oznaczałoby skandal i koniec kariery męża. Aby temu zapobiec Klarysa prosi o pomoc przyjaciół. Bo przecież trupa trzeba się pozbyć!


     
     Pajęczyna oryginalnie jest sztuką teatralną napisaną przez Christie w 1954 roku. W 2ooo roku Charles Osborne dokonał adaptacji i w ten sposób powstała raczej cieńka książeczka pod tym samym tytułem co pierwowzór. Trudno nazwać ten utwór powieścią. Historia skupia się na jednym wątku kryminalnym. Czytając miałam wrażenie, że oglądam sztukę a na scenę raz wchodzą raz schodzą aktorzy. 
     
     To spowodowało, że zaczęłam poszczególne role obsadzać. Kogo obsadzilibyście w roli Klarysy Hailsham-Brown. Mi nasunęła się Kate Hudson. Dlaczego? Wydało mi się sensowne, że to właśnie ta aktorka znana z komedii romantycznych powinna zagrać energiczną, piękną panią domu, która uwielbia wpuszczać przyjaciół w maliny i płatać niewinne figle. Jej mąż Henry, tradycjonalista, ale w ramach zdrowego rozsądku. Kiedy jego żona Miranda wpada w nałóg narkotykowy, porzuca jego i ich córkę nie ma wątpliwości, że rozwód jest dobrym wyjściem. W tej roli sprawdził się Tom Hiddleston, oczywiście w mojej wyobraźni. A kogo byście obsadzili w roli pozostałych? Już piszę kilku zdaniowe charakterystyki niektórych z postaci pojawiających się w kryminale. Sir Rowland Delaye, starszy, dystyngowany jegomość o przenikliwym umyśle przyjaciel i opiekun Klarysy. Jego druh, sędzia pokoju, nieco młodszy od Rowlanda Hugo Birch, który nie grzeszy opanowaniem. Jeremy Warrender, młody przystojniak adorujący Klarysę. Zastanówcie się, jeśli macie ochotę. A może czasem zdarza się Wam wyobrażać aktorów wcielających się w postaci z książki, którą czytacie? 
     
     „Pajęczyna” dostarczyła mi przede wszystkim wrażeń związanych z rozwiązywaniem zagadki kryminalnej. I zaznaczę, że bawiłam się przednie. Wszystkie sceny odgrywają się praktycznie w jednym pomieszczeniu. Postaci są wyraziste i łatwe do wykreowania w wyobraźni, trochę zgodne z ówczesnymi stereotypami. Nie ma tu opisów uczuć, myśli postaci, czy wewnętrznych rozterek. „Pajęczyna” była dla mnie ciekawym czytelniczym doświadczeniem odbiegającym od tego co zazwyczaj znajduję w powieści. A mianowicie w „Pajęczynie” nie ma pieczołowicie zbudowanego wielopłaszczyznowego świata mającego być w najwyższym stopniu odzwierciedleniem realnego. Zaznaczę, że wnikliwy czytelnik idąc po śladach zostawionych przez autorkę może odkryć mordercę.


wtorek, 14 listopada 2017

Namiętność i pasja


     O „Obcej” napisano wiele, zrecenzowano wielokrotnie, przybliżono fabułę powieści mniej lub bardziej dokładnie. I wcale mnie to nie dziwi. 

     Uczucie pielęgniarki pracującej w czasie II wojny światowej w szpitalu polowym oraz Szkota żyjącego w roku 1743 wywołało i u mnie wypieki na twarzy. A najbardziej obawiam się, że wpadłam jak śliwka w kompot i będę chciała towarzyszyć Claire Randall i Jamiemu Fraserowi w ich romansie silniejszym niż czas do ostatniego tomu.
     Claire wraz z mężem spędza wakacje w Szkocji. Jest rok 1945, miasteczko Inverness. Właśnie skończyła się wojna, życie stopniowo na powrót normalnieje. Mąż Claire Frank Randall zapaleniec – historyk poszukuje swoich korzeni oraz zgłębia stare szkockie rytuały. Natrafiają na stary kamienny krąg. Gdy Claire przypadkiem ponownie trafia w pobliże kręgu i dotyka jednego z głazów, przenosi się w odległe dla niej czasy a współczesne młodemu Szkotowi, który wpada jej w oko.
     Diana Gabaldon zgrabnie przenosi czytelnika z jednej rzeczywistości w drugą. Ale nie to jest najważniejsze. Namiętność i pasja te słowa cisną mi się na usta. „Obca” to stuprocentowy romans skupiony na relacji głównych bohaterów, ich przeżyciach i motywach działania. Oczekiwałam lekkości i przyjemności z odrobiną erotycznego dreszczyku i dostałam to. Oderwałam się od rzeczywistości, zrelaksowałam, a nawet pośmiałam.

Wkrótce zaczytam się w drugim tomie „Obcej”.

Obca , tom I
Diana Gabaldon
Świat książki

środa, 8 listopada 2017

Zatrute Pióro zatruwa życie w małym Lymstock


Christie znów mnie zaskoczyła. "Zatrute Pióro" na ostatnich stronach nabiera romantycznego rumieńca. Cała opowieść utrzymana została w charakterystycznym dla autorki stylu.




     Wraz z bohaterami dociekałam kim jest Zatrute Pióro. Zaczęło się niewinnie i typowo dla naszej królowej kryminału. W pierwszym odczuciu początek był kalką „Róży i Cisu”recenzja tutaj. Niepełnosprawny lotnik, Jerry Burton wraz z siostrą Joanna osiedla się w spokojnym miasteczku Lymstock, by odzyskać siły i zdrowie po wypadku lotniczym. Na szczęście tylko początek jest schematyczny a dalej akcja rozwija się zaskakująco oryginalnie. 
     Ktoś rozsyła anonimy do mieszkańców, które nie mają najmniejszego sensu. Dlaczego to robi? Nie wiadomo. Najwyraźniej w swej frustracji czuje ulgę dopiekając innym do żywego. Takie są pierwsze wnioski bohaterów kryminału. Niebawem pojawia się trup. A potem następny. Będąc już na stronie 171 i widząc oczami wyobraźni, jak panna Marple rozmawia z … (tego Wam nie zdradzę, bo chyba ostatnio mam tendencję do spoilerowania), to myślę sobie, że rozwikłałam zagadkę i czytam z zapartym tchem przekonana o swojej racji. I oczywiście... nie mam jej! Ale zaraz, ni z gruszki ni z pietruszki wspominam pannę Marple. Podobnie Christie, ni stąd ni zowąd wprowadza właśnie tę starszą panią w sam środek akcji, która sama nie może się rozwikłać, a główny bohater a zarazem narrator, choć ma przed nosem poszlaki to jakoś wnioski, które mu się nasuwają raczej powodują, że kluczy wokół zagadki, niż ją rozwiązuje. 
      Powrócę na moment do samej fabuły, aby wyjaśnić, o co chodzi z wątkiem romantycznym wplecionym w kryminalny. Jerry Burton zaprzyjaźnia się z młoda Megan córką doktorowej Simmington i pasierbicą doktora Ryszarda Symmingtona. Młoda kobieta nie dba o wygląd, chadza własnymi ścieżkami, lubi matematykę, ma trzeźwe spojrzenie na świat a przy tym jednocześnie jest nieco infantylna. Najwyraźniej magnetyczna mieszanka dla Jerrego Burtona. Z początku lotnik traktuje ją prawie jak zagubione dziecko. I Megan rzeczywiście jest zagubiona. Czuje się piątym kołem u wozu we własnej rodzinie. Matka nie zwraca niemal na nią uwagi zajęta nową rodziną. Wkrótce w rodzinie Simmingtonów dochodzi do tragedii. Pod wpływem okropnych anonimów doktorowa popełnia samobójstwo. Wtedy Jerry i Megan zbliżają się do siebie. A Megan przechodzi przemianę zupełnie, jak we współczesnej komedii romantycznej. Wow, ale mnie Christie zaskoczyła. Przyznam, że ten wątek miło mi osłodził ten kryminał i nie przeszkadzał, ani trochę. Uwaga! Nie spodziewajcie się scen intymnych, to wciąż kryminał. W dodatku naprawdę udany.





Tak z innej beczki – Moje obserwacje



  1. Zaskoczyło mnie tłumaczenie. Izabella Kulczycka autorka przekładu tłumaczy niektóre imiona np. jedna z bohaterek to Agnieszka a nie Agnes. Nie wiem, jak było w oryginale, ale trochę mnie to wybijało z rytmu. 
  2. Agata Christie należała do towarzystwa, pochodziła z warstwy uprzywilejowanej. Została pisarką. Potrzebnych umiejętności językowych nabyła naturalnie, jak i ogłady, obracając się od najmłodszych lat w środowisku ludzi wykształconych. Ludzie z niższych klas nie mieli szans na taki kapitał społeczny. Rzadko mogli wybrać zawód związany z pracą umysłową. W tej książce rzuciło mi się sformułowania „moi państwo” i „moja pani” wielokrotnie wypowiadane ustami służących. Wtedy naszło mnie okrutne porównanie służącej, czy też lokaja do czworonoga, który też przecież ma swojego pana, czy też panią. Ale takie to właśnie były czasy.

wtorek, 31 października 2017

"Imię Pani" brzmi tajemniczo

Autor, który niedawno zachwycił mnie swoją młodzieżówką, wkrótce wydaje nową powieść. Zwiastun książki "Imię Pani" przyciągnął mnie klimatem. 

Jaka będzie powieść?

Nadmienię tylko, że rzecz dzieje się w benedyktyńskim opactwie w Krzeszowie.


Tymczasem zwiastun dla Was.

poniedziałek, 23 października 2017

"Wołyń. Bez litości" Piotra Tymińskiego – książka, która kosztowała mnie wiele emocji.


Bestialstwo wojny uświadomiło mi w jak luksusowym miejscu i czasie żyję. W duchu liczę, że kalejdoskop zdarzeń tego nie zmieni. Myśl, że w innych częściach globu toczą się konflikty zbrojne, a człowiek podsyca je dla zysku, nie zważając na wartość jaką jest życie, mrozi mi krew w żyłach.

 

      Akcja książki rozpoczyna się w 1943 roku na Wołyniu, a dokładnie we wsi Osty zamieszkanej między innymi przez rodzinę Morowskich. To oczami jednego z jej członków, Stanisława Morowskiego, obserwujemy rzeź na Polakach zadanych ręką sąsiadów.

     Wielki Czwartek, czas wielkanocny, cała rodzina szykuje się do wieczerzy, gdy ich spokój brutalnie przerywa wtargnięcie Ukraińców, nie obcych, ale znanych z imienia i nazwiska. Z niewyobrażalnym okrucieństwem rozprawiają się z rodziną Staszka, nie oszczędzając kobiet, ani dziecka, trzyletniej siostrzenicy Staszka. Jemu cudem udaje się zbiec. Kiedy wraca, zastaje gdzieniegdzie pożogę, a większości zgliszcza we wsi która była jego domem. Podejmuje decyzję o podjęciu walki. 
    We wsi zawiązuje się Oddział Partyzancki Polskiej Armii Krajowej, następuje złożenie przysięgi, przyszli żołnierze przyjmują pseudonimy. Stanisław obiera sobie pseudonim „Len” dla uczczenia pamięci żony Heleny. Od tego momentu czytelnik staje się obserwatorem walki młodych ludzi, walki o zachowanie życia i w obronie polskiej ludności, która przetrwała.

      Wydawać by się mogła, że wiadomo kim jest wróg i przed kim należy się bronić. Jednak w życiu nic nie jest czarno-białe za to odcieni szarości mamy wiele. Autor, na przykładzie Wołynia ukazuje tu politykę, która się toczy w skali mikro. Okazuje się, że nie jest do końca jasne kto jest przeciwnikiem w tej wojnie, a kto sprzymierzeńcem. Ukraińcy wykorzystują wojnę dla własnych celów. Okrucieństwo sąsiadów przytłacza. Niemcy przyglądają się temu bezczynnie, gdyż w ten sposób łatwiej im zapanować nad ludnością okupowaną. Teoretyczni sowieccy sojusznicy rozbrajają polskie oddziały a żołnierzy pod groźbą srogiej kary wcielają we własne szeregi. Oburzenie i poczucie bezradności towarzyszyły mi bardzo często w trakcie lektury.

     Kolejna strona „Wołynia...”, kolejne refleksje. Książka należała do trudniejszych. Czytałam i odkładałam, by dojść do siebie po drastycznych scenach, których niejako stałam się świadkiem. Znów po nią sięgałam, gdyż chciałam wiedzieć, jak zakończy się partyzancka wędrówka Stacha. Tu nadmienię, że bardzo podobał mi się kąt poprowadzenia akcji, czyli skupienie uwagi na oddziale partyzanckim. Znalazłam się w epicentrum walk, bo oddział nieustannie toczył bój. Autor niezwykle plastycznie przedstawił tamte tereny, lasy, bagna. Umiejętne opisy walk sprawiły, że akcja jest wartka a książka trzyma w napięciu. Dzięki temu miałam potyczki żołnierzy przed oczami. Zupełnie jakbym sama biegła z peemem i oddała serie prosto w tych, którzy gwałcili i kroili żywcem niewinną ludność. Obraz rzezi na Wołyniu nakreślony przez Piotra Tymińskiego wymagał od niego szerokiej wiedzy z zakresu historii, którą jako magister tej dziedziny niewątpliwie posiada.

      Świat Wołynia z okresu Drugiej Wojny Światowej autor budował pieczołowicie. Poczynając od opisu domostw i sprzętów, potraw, którymi wówczas się raczono jak postne ziemniaki gniecione z makiem, czy opis zwyczajów wielkanocnych, jak zawody „jajeczne” polegające na sprawdzaniu, które jajo ma najtwardszą skorupkę. Osobiście ten zwyczaj od razu skojarzył mi się z tradycją kultywowaną w mojej rodzinie, gdy w czasie śniadania wielkanocnego bijemy gotowane jajo o jajo, a którego skorupka ocaleje ten wygrywa. Być może jest to jakaś szczątkowa forma dawnego zwyczaju? Dla mnie to potwierdzenie wagi przekazywania tradycji z pokolenia na pokolenie, która umacnia naszą tożsamość narodową a jednocześnie stanowi mentalny pomost z naszymi dziadkami i przodkami w ogóle. 
    Poza tym dowiedziałam się, że partyzanci którzy nie mieli broni strugali sobie karabin w drewnie a na końcu lufy mocowali kute ostrze, którym mogli bronić się w walce wręcz. Oczywiście nie strzelano z takiego karabinu miał być zmyłką dla wroga.

     Wraz ze Staszkiem Morawskim i jego oddziałem przemierzamy Wołyń. Raz po raz na scenę walk wkraczają kolejni bohaterowie, ich pseudonimy mnożą się na każdej stronie. W tym może tkwić pewna trudność utożsamienia się z bohaterami. Ale nie dla mnie. Taka była rzeczywistość wojenna. Kolejna akcja, polegli, nowi ochotnicy dołączający do partyzantki, nowe pseudonimy. Bohaterowie gubią się w zawierusze wojny. Wielu ich poległo za nasz dzisiejszy spokój. Autor nie rozwodzi się nad ich przeżyciami wewnętrznymi. Spójrzmy prawdzie w oczy. Czy człowiek w tak ekstremalnych warunkach ma czas na jakiekolwiek emocje oprócz szoku (takie jak w przypadku zgwałconych kobiet), czy instynktu przetrwania i ucieczki. Uważam, że spodziewanie się głębokich uniesień jest nie na miejscu. W trakcie wojskowych akcji człowiek na adrenalinie czuje pobudzenie. Mózg zaczyna głębszą analizę, dopiero gdy znajduje na to czas, a więc w czasie, gdy system nerwowy przestaje być bombardowany nadmierną ilością bodźców. I tak Staszek, gdy łapie chwilę oddechu pod wpływem rozmowy z weteranem wojennym zaczyna rozmyślać nad swoimi czynami.




Na piecu chlebowym leżał staruszek okryty kożuchem. Kiedy tylko partyzanci zasiedli do stołu, dziadek zwlókł się ze swego posłania. Spoczął między nimi na ławie i zaczął im opowiadać swoją wojenną historię. (…) Stwierdził, że im dłużej trwa wojna, tym większe zezwierzęcenie instynktów i one często biorą górę nad człowieczeństwem. (…) Staszek niemal nie słyszał już tych ostatnich słów staruszka. Przypomniał sobie osoby, które zabił albo kazał rozstrzelać. Nie żałował gestapowca, policjanta w czapce ani kapitana „Wani”. Innym też się należało – tak to sobie dotąd tłumaczył. Teraz zaczął się zastanawiać, czy słusznie.”

"Wołyń.Bez litości", str.376-377


      Zbliżony do reporterskiego styl to właściwie obrany kierunek. Mimo, to fabuła wyzwoliła we mnie mnóstwo silnych uczuć. Obojętność wobec ponadludzkiego wysiłku żołnierzy jest niemożliwa.
    Widzę tylko dwa mankamenty. Po pierwsze brakowało mi słowa wstępu lub posłowia wyjaśniającego, ile w książce jest faktów a ile wyobraźni autora. Uwagi, zwłaszcza pióra historyka, byłyby na wagę złota. Po drugie brak rozdziałów stanowi dla mnie zagadkę. Zaznaczę, że na sam proces czytania w moim przypadku nie miało to wpływu, było to zaskoczenie dla oka.

    Książka naprawdę dobra. Czytałam ją z zapartym tchem. Podobało mi się uczestniczenie w życiu partyzantów oraz ich walce o życie i wolność. Jest to jedna z tych powieści, która pozostawi we mnie trwały ślad.

Piotr Tymiński 

Za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji i możliwość przeczytania dziękuję autorowi książki.

poniedziałek, 2 października 2017

Książka września i plany na jesień





"Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę" zapadła mi w serce. Nie spodziewałam się, że tak mocno. Szkoda, że na rynku nie ma kontynuacji. Tymczasem ten tytuł ogłaszam Moim hitem września i zapraszam na mój zwiastun
W planach mam znów kroczyć śladem zbrodni, tym razem podążę tropem Aghaty Christie oraz zamierzam odkryć tajemnice historii z książką Piotra Tymińskiego "Wołyń. Bez litości".
Duże nadzieje wiążę z "Obcą" Diany Gabaldon, którą zakupiłam po przeczytaniu recenzji blogerek. Liczę, że zostanę na dłużej z tą serią. Oto moje plany na najbliższe jesienne dni.
Wciąż będę poszukiwała kolejnych tytułów na tę jesień. Pewnie Was odwiedzę, żeby coś sobie wybrać.

poniedziałek, 25 września 2017

Weekend spędziłam w Malowniczem







Nie przypuszczałam, że zadomowię się w Malowniczem, że Magdalena Kordel uraczy moją czytelniczą duszę wybornymi historiami, że poczuję się tam, jak w domu.




     Powieść Magdaleny Kordel "Wymarzony dom" rozpoczyna się typowo. Rozczarowana swoim związkiem Madeleine porzuca egoistycznego Grzegorza, który jednocześnie jest jej szefem, więc nie widzi innego wyjścia, jak porzucić i pracę tłumaczki francuskiego. Zrozpaczona odwiedza rozsądną i odpowiedzialną Klarę, której zamierza się wyżalić. Nieoczekiwanie zjawia się tam też mama przyjaciółki załamana spontanicznym zakupem domu w górskiej miejscowości. Kobiety raczą się winem i pocieszają nawzajem. A nazajutrz okazuje się, że Madeleine „odkupiła problem” od mamy Klary, czyli rzeczony dom.

 
     Magdalena Kordel w sielski sposób snuje opowieść o przygodach Madeleine w Malowniczem, w którym znajduje się jej nowy nabytek. Tam kobieta poznaje szereg osób, które nie wiadomo kiedy stają się jej bliskie. Ludzie i ich historie są niezwykle ujmujący. Ciepło bijące od bohaterów sprawia, że chciałoby się spotkać ich naprawdę i uczestniczyć w ich życiu.

Ale na życie tych bohaterów kładzie się cień. Tajemnice sprzed lat na nowo zaczynają prześladować Krysię, sąsiadkę Madeleine. A to za sprawą zagubionej Julii, która postanawia wyjaśnić kilka spraw, odszukać odpowiedzi na dręczące ją pytania dotyczące rodziny i zjawia się w miasteczku.Trudnego wyboru będzie musiał dokonać Tymek zauroczony Julią a pośrednio także mający udział w tajemniczej przeszłości kobiet.


     Myślałam, że natknęłam się na kolejną typową powieść obyczajową. Rzeczywiście „Wymarzony dom”, to przede wszystkim książka o życiu, które nigdy nie wiadomo, kiedy zwiedzie na manowce. I dlatego tę powieść warto przeczytać. Magdalena Kordel ma talent do tworzenia postaci, z którymi chce się być. Jest ich w książce sporo, ale ani razu się nie pogubiłam, ani razu nie pomyliłam. A czasem przy większej ilości bohaterów czytelnik gubi się w natłoku ich imion, nazwisk i ról. Tutaj coś takiego się nie zdarza. Każdy ma swoje wyjątkowe miejsce w Malowniczem i każdy może się tu odnaleźć. Napiszę, że wręcz bajeczna aura otacza to miasteczko. Chciałabym, aby w życiu też tak łatwo było podejmować decyzje i działać, pomagać innym. A z tą pomocą różnie bywa... Różnie ludzie na nią reagują. Ale Madeleine idzie gładko i tak zaskarbia sobie uczucie Marcysi i Anki, którą zaniedbują jej opiekunowie. I jakoś tak się dzieje, że choć piętrzą się problemy, udaje jej się pomóc dzieciom.

     A może to w nas jest zbyt wiele wątpliwości, zbyt wiele obaw, które wszystko utrudniają? Takie to refleksje nasuwają mi się po lekturze. A skoro tak, to „Wymarzony dom” wart jest poświęconego mu czasu.







tytuł: Wymarzony dom

autor: Magdalena Kordel

wydane przez: Wydawnictwo Znak

rok wydania: 2017

poniedziałek, 11 września 2017

Uczucie o nadprzyrodzonej sile

      

     

    Krzysztof Koziołek, autor mocnych kryminałów retro, napisał powieść z gatunku Young Adult. „Będę Cię szukał aż Cię odnajdę” jest połączeniem sensacji, kryminału, science-fiction oraz romansu. Czytelnik może zastanawiać się, czy połączenie tylu gatunków wyjdzie na dobre książce. Otóż wyszło na dobre. Napiszę więcej, ta pozycja jest rewelacyjna. Akcja pędzi tu jak wagonik kolejki górskiej, z zawrotną szybkością. Czytelnik nie ma czasu na nudę, musi nadążyć za bohaterami.


      Ale zanim się rozpędzę, zacznę od początku. Główny bohater Wespazjan Cudny (dla przyjaciół Wally) wraca do domu ze szkoły oczekując urodzinowego przyjęcia niespodzianki, lecz zamiast radosnych twarzy zastaje wszechobecny rozgardiasz i ciała brutalnie zamordowanych rodziców. Jako podejrzany trafia w ręce policji. Akcja biegnie przez pewien czas dwutorowo. W sprawie Wallego prywatne śledztwo prowadzi dziennikarz Andrzej Sokół. Robi to na prośbę dyrektora szkoły Wallego, który nie wierzy w jego winę. I jakoś chce pomóc chłopakowi. Szybko okazuje się, że Cudnemu nie pierwszy raz przydarzyła się niesamowita historia. A rok wcześniej zaginęła jego siostra Kesja.

      Na pierwszym planie rzucają się w oczy nieprzeciętni bohaterowie. Wally jedynie sprawia wrażenie zwykłego nastolatka, tymczasem ojciec ćwiczył go w sztukach walki, uczył posługiwać się bronią. Dlaczego to robił? Kim jest Wespazjan Cudny, że po piętach zaczynają mu deptać międzynarodowe służby? Dlaczego zaginęła Kesja, jego siostra? Kim tak naprawdę jest rodzeństwo? Dlaczego są mocno związani, siłą wręcz nadnaturalną? I co tak naprawdę ich łączy? Mnóstwu pytań, które mnożą się podczas czytania lektury. Autor umiejętnie dozuje napięcie szykując co róż to nowe niespodzianki. Chętnie odpowiedziałabym na wyżej postawione pytania, gdyż odpowiedzi na nie są wciągające, boję się, że wówczas popsułabym frajdę z czytania.

      Ogromnie przypadł mi do gustu wątek romantyczny. Z jednej strony jest niejako w tle, z drugiej to właśnie uczucie popycha głównego bohatera do działania. Jak na mój gust bardzo ciekawe rozwiązanie. Cudny musi pokonać nie lada trudności, by dotrzeć do prawdy. Pomaga mu w tym Andrzej Sokół, który wcale tego nie chce, jednak wplątuje się w kolejną aferę. Wkrótce rozpoczyna się ich ucieczka przed policją (przekonaną o winie chłopaka) i nie tylko, zdobywają nasze wspaniałe Tatry, przekraczają granicę słowacko-austriacką, by na sam koniec wylądować w Stanach Zjednoczonych na przesłuchaniu u szeryfa federalnego.

      Jestem pod wrażeniem książki „Będę Cię szukał aż Cię odnajdę”. Splecenie wszystkich wątków kosztowało trochę pracy, a może autor ma tyle talentu literackiego, bo wątki zazębiają się idealnie, niczym trybiki w szwajcarskim zegarku. Pojawiają się tu nadnaturalne moce, które bohaterowie muszą okiełznać oraz uczucie, które ma wpływ na cały ciąg zdarzeń.


wtorek, 5 września 2017

Zesłana miłość

To dzięki nim wciąż mówimy naszym „szeleszczącym” językiem. A obcokrajowcy łamią języki na naszej mowie.

 

W przeciągu zaledwie kilku lat (od 1772-1795) Rosja, Prusy i Austria dokonały rozbioru Polski. Nasi sąsiedzi, wówczas silni, zajęli nasze ziemie, jak swoje. Nie ma co utyskiwać, sami byliśmy sobie w znacznej wierze winni. Pamiętacie Liberum Veto?

Alegoria I rozbioru Polski
źródło fot. :http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/4871599,rozbior-polski-system-naczyn-polaczonych,id,t.html

 

Polacy utracili suwerenność. Ale w naszych żyłach płynie taka krew z domieszką buntu i brawury. Zabroń, zakaż, nakaż, staniemy okoniem.




Napisałam my, bo płeć nie ma tu znaczenia. Polki brały od początku czynny udział w walce o wolność wspierając mężów, braci, ojców.




     „Zesłana miłość” Aleksandry Katarzyny Maludy traktuje o tych, którzy poświęcili młodość w walce o swobody odmawiane Polakom. Jest to powieść o losach uczestników powstania styczniowego roku 1863. Zostają oni zesłani na Syberię, krainę śniegu i lodu, gdzie wiosna przychodzi gwałtownie, lato jest krótkie, a zima powraca ledwo odejdzie.

     W dworcowej poczekalni spotykają się przyszli bohaterowie ciężkiej podróży w głąb dzikiej Syberii. Rodzeństwo Justyna i Marian Dubieccy. Marian zwany czule przez siostrę Marysiem, jest historykiem. Przetrwał brutalne przesłuchanie, by w opłakanym stanie, ale żywy opuścić ukochany kraj. Justyna była do tej pory guwernantką. Praca ta niestety przysparzała jej więcej upokorzeń niż dawała satysfakcji. Podzieliła los wielu kobiet w tych czasach, wykształconych, ale biednych, więc traktowanych z lekka, jako zabawka na moment, nie jako kandydatka na żonę, towarzyszkę życia. Tak więc, Justyna żegna się z Polską łatwiej, nie mając domu, o którym marzy, nie mając większych perspektyw. Wyczekuje spotkania z nieznaną Syberią. Inaczej niż Cecylia i Edmund Ojrzanowscy. On zesłany powstaniec, ona nieodłączna towarzyszka ukochanego męża. Wyruszają w nieznane wraz z malutkim synkiem, Andrzejkiem. Jest jeszcze Julek Janicki, lekarz.

     Dzieląc przedział w pociągu dochodzą do wniosku, że trzymając się razem w podróży, pomagając sobie, będą silniejsi, zwłaszcza, że z więźniami politycznymi jadą kryminalni.

     Wreszcie pociąg rusza, zaczyna się nowy etap ich życia. A z każdym etapem podróży przekonują się, jak wielki wysiłek będą musieli włożyć w przetrwanie na obczyźnie. W tej zawierusze ich losy splotą się, ich uczucia zagmatwają, serca raz wzlecą uniesione nadzieją, innym razem utracą radość należną młodym rozpoczynającym życie ludziom pod ciężarem trudów.

     Autorka napisała piękną powieść, piękną polszczyzną. Książkę czytałam pełna zachwytu i uznania. Przed oczami ujrzałam dzikie ostępy Syberii, niedolę zesłańców, życie rdzennych ludów i tych Sybiraków z dziada pradziada zwanych czołdonami.

     Książka przedstawia sobą dużą wartość, ze względów językowych, owszem, ale i ogromu wiedzy historycznej. Ciekawostką jest, że w "Zesłanej miłości" spotykamy się z postaciami historycznymi, faktycznie biorącymi udział w powstaniu, a później eksplorującymi Syberię. Autorka przybliża nam kulturę zesłańców, kuchnię, wypieki, mieszankę polskości i wschodu.
    Czytając książkę spotyka nas niespodzianka. Justyna, by uciec od niedoli na wygnaniu zaczyna pisać powieść o zesłańcu z innej epoki Niceforze Czernihowskim. Dzięki niemu znów poznajemy smaki i zapachy Syberii, lecz z innych czasów.
    Nie wiem, czy dobrze definiuję, jednak nasuwa mi się termin powieść szkatułkowa. Moim zdaniem autorka bardzo sprawnie wplotła historię Nicefora w fabułę. Zostawię tu pewne niedopowiedzenie i nie zagłębiam się mocniej w tę historię. Niech każdy chętny sam odkryje tę postać i jej losy.
     To czego mi zabrakło, to daty i miejsca akcji przed pierwszym rozdziałem. Dokładne czas i miejsce akcji rozpoznałam w trakcie czytania. Informacja na początku byłaby pomocna. Zaletą zaś są przypisy stanowiące bogate źródło, z którego byłam zadowolona, że mogę czerpać.
       Na okładce przeczytałam, że w przygotowaniu jest drugi tom „Dzikie serca”. Czekam, chcę raz jeszcze spotkać się z tymi bohaterami.



wtorek, 22 sierpnia 2017

Magnetyzm profilera Meyera

Hubert Meyer w drugiej odsłonie jest bardziej uwodzicielski i pociągający. Jego szarmancki sposób bycia przyciąga kobiety jak magnez. Przy całym swym uroku nie traci przytomności umysłu i znów profesjonalnie prowadzi śledztwo, tym razem, z prokurator Weroniką Rudy i podinspektorem Waldemarem Szerszeniem.


W długi majowy weekend w jednej z katowickich kamienic zostaje znalezione ciało barona śmieciowego, Johanna Schmidta. Okazuje się, że mieszkanie w kamienicy należy do znanej seksuolog Elwiry Poniatowskiej-Douglas. W śledztwie pojawia się coraz więcej poszlak. Nasze trio zdaje się błądzić po omacku w gąszczu nowych wątków.
W międzyczasie relacje między Hubertem a panią prokurator zacieśniają się. Czas płynie. Na światło dzienne wychodzą kolejne fakty. Dalej fabuły nie zdradzę.
Drugi tytuł Bondy i drugi raz jestem zadowolona z lektury książki.
Intryga wciągająca, bohaterowie nietuzinkowi, rozwiązanie wielowymiarowe.
Gdybym chciała jakoś zaszeregować ten tytuł, to jako kryminał psychologiczny z wątkiem romantycznym.


tytuł: Tylko martwi nie kłamią
autor: Katarzyna Bonda
wydawnictwo: Muza
rok wydania: 2015

piątek, 18 sierpnia 2017

500!

Spotkało mnie coś wyjątkowego, co sprawiło, że buzia roześmiała mi się od ucha do ucha. Poczułam się jak zwycięzca w loterii. Jak gdybym wygrała 6 w totka.


Na lubimyczytać.pl krążę po recenzjach, jeśli któreś przypadną mi do gustu, zapraszam do znajomych autora. Tym razem zainteresowały mnie opinie Koronczarki. Tak się złożyło, że zostałam jej pięćsetną znajomą. Ku memu ogromnemu zaskoczeniu Koronczarka postanowiła to uczcić. Zaproponowała mi, abym wybrała sobie jedną z jej książek. Uznałam, że powinna to być niespodzianka.

Kocham książki, więc to był dla mnie nie lada prezent!
Wczoraj pocztą otrzymałam moją niespodziankę:
 

Nie znałam tytułu wcześniej. Rozpakowywałam paczkę z wypiekami na twarzy!

Otrzymałam książkę Zesłana miłość Aleksandry Katarzyny Maludy wraz z dedykacją.



Cieszy mnie nowa znajomość na lubimyczytac.pl. Cieszy mnie fakt, że wśród moich Znajomych jest powieściopisarka!

Nie mam szczęścia w grach losowych, ale od tego dnia 500 to moja najszczęśliwsza liczba.
Przepraszam, jeśli moja egzaltacja przekracza normy...

Niebawem zabieram się za czytanie. Chcę poznać tę historię. Jak tylko to nastąpi, napiszę o moich odczuciach. Na razie wiem tyle, że Zesłana miłość opowiada o losach Polaków zesłanych na Syberię. 



środa, 16 sierpnia 2017

Pierwsze spotkanie z pisarką romansów



Wypadło całkiem dobrze

 

Na wakacjach w moje ręce wpadła zabawna komedia kryminalna Olgi Rudnickiej Życie na wynos. W roli głównej pisarka romansów Emilia Przecinek. Kobieta w wieku lat czterdziestu, dzieci nastoletnie, do zestawu były mąż i bonus w postaci matki i teściowej pod jednym dachem. Na dodatek trup w piwnicy. A na horyzoncie przystojny policjant.
Życie na wynos czyta się lekko i przyjemnie. Niebanalne połączenie stylu Joanny Chmielewskiej i Katarzyny Grocholi. Nie przeszkadzało mi nawet wykorzystanie utartego schematu (kobieta po rozwodzie). Całkiem dobry przerywnik na letni wieczór.

tytuł: Życie na wynos
autor: Olga Rudnicka
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2017  

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

O tym ile kilogramów waży miłość i jak ciężko ją czasem udźwignąć


     Pragniemy być kochani, ubóstwiani, być dla kogoś najważniejszą osobą na świecie. Tego pragnie mała Laura. Być oczkiem w głowie rodziców.
Tymczasem oni są pogrążeni w rozpaczy po ukochanym synu Charlesie.

Ojciec
Oczywiście, Laura to miłe, kochane dziecko(...), lecz każdy mężczyzna chce mieć syna. Charles... i te jego jasne włosy, jemu tylko właściwy sposób odrzucania głowy, jego śmiech... (…) Dlaczego, jeśli już miało umrzeć jedno z jego dzieci, nie była to Laura...”(s.7-8)

Matka
Mój chłopiec, mój piękny chłopiec, moje kochanie... Wciąż nie potrafię w to uwierzyć. Dlaczego on a nie Laura?”(s.8)

     Córka w skrytości ducha widzi światełko w tunelu. Charlesa nie ma, teraz ona będzie wszystkim dla swoich rodziców. Ku jej rozczarowaniu, tak się nie dzieje, za to na świecie pojawia się malutka siostra Shirley.
    Laura ma nadzieję, że być może Shirley, tak jak Charlse, umrze, a ona sama będzie kochana.
    Jednak, gdy wybucha pożar a Shirley jest zagrożona, Laura ratuje niemowlę i od tego momentu zaczyna rozumieć, jak bardzo kocha siostrę.
    Laura nie jest zła. Laura pragnie czuć się kochaną, pragnie miłości. Odnajduje siebie w momencie, gdy sama obdarowuje kogoś silnym, opiekuńczym uczuciem. Co z tego wyniknie? Jak ułożą się życiorysy obu sióstr? Czy Shirley udźwignie miłość siostry? A może będzie ona ją przygniatać swoim ciężarem?
    Tym razem bezsprzecznie Christie porwała moje serce. Opowiada, o tym jak bardzo pragniemy wszystkiego co najlepsze dla tych, których kochamy. O chęci stworzenia najszczęśliwszego życia dla najbliższych. Christie stawia pytanie, czy to w ogóle możliwe?
    Momentami mistyczna, tkliwa, mocno filozofująca ustami głównych bohaterów historia o życiu, uczuciach i miłości.

tytuł: Brzemię 
autor: Mary Westmacott, czyli Agatha Christie
wydawca: Dom Wydawniczy Rebis 
rok wydania: 1998