środa, 6 grudnia 2017

"Imię Pani" zburzyło mój spokój


    Jest rok 1934, tuż przed Bożym Narodzeniem. W opactwie benedyktyńskim w Krzeszowie przebywa Gustaw Dewart, kryminalny śledczy Kripo. Przyjechał na wypoczynek wraz z wujem Ferdinandem Pointstinglem znajomym samego opata Alberta Pallentina. Kiedy dochodzi do serii nieszczęśliwych wypadków, urlop policjanta kończy się, gdyż na prośbę Pallentina podejmuje prywatne śledztwo.

     Przyznam, że książkę zaczynałam czytać z duszą na ramieniu. Po lekturze „Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę” byłam zachwycona. Nowa książka autora wywołała u mnie stan podekscytowania a jednocześnie niepewności. Czy kryminał retro trafi w mój gust tak jak młodzieżówka z wątkiem s-f?
Moje obawy szybko się rozwiały. „Imię Pani” mrocznym klimatem zburzyła niewzruszoną tafle spokoju i wpłynęłam na morze napięcia i domysłów.

     Zimne, surowe mury opactwa kryją tajemnicę, która sprowadza na mnichów śmierć. Miejscowa policja uparcie trzyma się jednej wersji – były to wypadki. Z tym, że kostucha zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Ginie coraz więcej ludzi i to spoza klasztoru. Dewart nie daje za wygraną i wbrew wszystkiemu, łącznie ze zdrowym rozsądkiem, usiłuje dojść do prawdy. Ktoś na każdym kroku krzyżuje mu szyki, ktoś dybie na jego życie. Ale też jest ktoś kto nad nim czuwa. Niepozorny zakonnik Wacław Lubomski, który często pojawia się, by podać Dewartowi pomocną dłoń i przypomnieć, że opatrzność nad nim czuwa. Dewart siłuje się na uprzejmości, ale dawno przestał wierzyć w te rzeczy a w sercu nosi żal do Stwórcy o tragedię, która dotknęła jego rodzinę. Tragicznie utracona miłość nie daje o sobie zapomnieć. Przeciwnik zamierza to wykorzystać bez skrupułów. Trudności piętrzą się przed bohaterem. Silne emocje targają nim a czytelnik jest w ich epicentrum.

    „Imię Pani” zawładnęło mną od początku do końca. Trudno mi dobrać słowa, aby oddać klimat książki, która z jednej strony bucha ascezą cechującą mnichów, a z drugiej bogactwem symboliki malowideł i rzeźb opactwa w Krzeszowie. Autor skwapliwie skorzystał z owej symboliki, by usnuć misterną intrygę. Nie mogę się oprzeć porównaniu Krzysztofa Koziołka do Dana Browna (którego „Początek” mam w planach), gdyż jego bohater podobnie wykorzystuje zabytki na skalę europejską znajdujące się w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, aby trafić na tajemniczy ślad. Ale książka... Ach...



Dziękuję autorowi za egzemplarz do recenzji, jak również dedykację.

15 komentarzy:

  1. Mam tę książkę na swojej czytelniczej liście. Niedługo pewnie się za nią zabiorę, bo coraz bardziej mnie intryguje. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiś nie przemawia do mnie ta książka.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, świetna książka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie do końca jestem przekonana co do tej książki, dlatego myślę, że na razie sobie ją po prostu odpuszczę.
    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam tej książki, ale skoro ją polecasz, to w wolnej chwili wezmę ją pod uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  6. To kompletnie nie są moje klimaty ale czytam same pozytywne recenzje tej książki więc aż głupio się nie zainteresować - dopisuję do listy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Póki co nie mam czasu na kolejne książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy zbliża się czas świąt, automatycznie czuje odrzut do wszystkich typowo świątecznych książek xD Poza tym okresem pewnie potraktowałabym je neutralnie, ale obecnie wszystko, co ma w opisie "Boże Narodzenie" jest u mnie na nie. Za dużo tego :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, idealny moment na tego typu książkę. :D Ciekawa odmiana po tych wszystkich słodko-gorzkich życiowych przedświątecznych opowiadaniach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudna okładka tej książki! ;) Chętnie ją poznam mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo chcę przeczytać tę książkę. Ona w księgarniach jest już dostępna? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Premiera książki była w listopadzie. Z pewnością jest w księgarniach i internecie:)

      Usuń
  12. Książkę przeczytałam, zajrzałam na chwilę, aby poczuć klimat i już w niej pozostałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda, że mam tak mało czasu na czytanie czegokolwiek :(
    Pozdrawiam gorąco!

    W wolnej chwili zapraszam do mnie rubatosisme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń