Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 marca 2018

Czy anioły są wśród nas?


     Spędziłam miłe chwile z urokliwą powieścią obyczajową autorstwa Danielle Steel „Johnny Angel”, która w Polsce ukazała się pod tytułem „Anioł Johnny”.



     Danielle Steel pokazuje nam, jak kruche jest życie, a nagła śmierć bliskiej osoby odbiera sens istnienia tym którzy zostają.



     Johnny Peterson kocha i jest kochany. Jego dziewczyna Becky nie widzi poza nim świata. Młodsze rodzeństwo ma w nim oparcie, kiedy ojciec zagląda do kieliszka. Mamę przepełnia duma, że ma syna, który jest wspaniałym uczniem, sportowcem. Młodszy bratem Bobby nie odstępuje go na krok.



     Kiedy Johnny ginie w wypadku samochodowym zaraz po balu maturalnym, pozostawia za sobą wiele rozbitych serc. Becky nie ma sił chodzić do pracy, młodsza siostra Charlotte obojętnieje na świat wokół, ojciec pije jeszcze więcej, a najmłodszy Bobby zamyka się w sobie zupełnie. Mama, która jest ostoją rodziny zaniedbuje się do tego stopnia, że trafia do szpitala.



     Alice leżąc w śpiączce śni o ukochanym synu. Ma wrażenie, że to nie sen a jawa. Jest

u kresu sił, najchętniej zostałaby z Johnnym. Syn karci mamę, jakby to on był dorosły. Obiecuje pozostać z nią i pomóc. Staje się cud i Johnny, niewidzialny dla pozostałych członków rodziny, wraca do domu.



     A sprawy rodzinne są skomplikowane. Jeszcze przed jego śmiercią było ciężko. Tata nie stronił od alkoholu. Tłumił w ten sposób smutki i poczucie winny, bo kilka lat wcześniej wiózł Bobbiego pod wpływem alkoholu. Był wypadek. Chłopiec przestał mówić, odsunął się od świata zewnętrznego. Tylko Johnny potrafił czytać w jego sercu. Johnny będąc blisko podnosi na duchu Alice. Teraz czeka ją walka o rodzinę.



     Danielle Steel opowiedziała kolejną ciepłą historię o miłości i relacjach rodzinnych. Książka nie jest długa. W sam raz na jeden lub dwa wieczory. Czyta się ją naprawdę dobrze. Dodam, że trafiłam na oryginał anglojęzyczny. Styl autorki jest prosty a zarazem plastyczny. Książka będzie przystępna dla tych, którzy chcieliby zacząć przygodę z czytaniem po angielsku.

"Johnny Angel"
Daniel Steel
The Random house Group Ltd
stron 181


wtorek, 5 września 2017

Zesłana miłość

To dzięki nim wciąż mówimy naszym „szeleszczącym” językiem. A obcokrajowcy łamią języki na naszej mowie.

 

W przeciągu zaledwie kilku lat (od 1772-1795) Rosja, Prusy i Austria dokonały rozbioru Polski. Nasi sąsiedzi, wówczas silni, zajęli nasze ziemie, jak swoje. Nie ma co utyskiwać, sami byliśmy sobie w znacznej wierze winni. Pamiętacie Liberum Veto?

Alegoria I rozbioru Polski
źródło fot. :http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/4871599,rozbior-polski-system-naczyn-polaczonych,id,t.html

 

Polacy utracili suwerenność. Ale w naszych żyłach płynie taka krew z domieszką buntu i brawury. Zabroń, zakaż, nakaż, staniemy okoniem.




Napisałam my, bo płeć nie ma tu znaczenia. Polki brały od początku czynny udział w walce o wolność wspierając mężów, braci, ojców.




     „Zesłana miłość” Aleksandry Katarzyny Maludy traktuje o tych, którzy poświęcili młodość w walce o swobody odmawiane Polakom. Jest to powieść o losach uczestników powstania styczniowego roku 1863. Zostają oni zesłani na Syberię, krainę śniegu i lodu, gdzie wiosna przychodzi gwałtownie, lato jest krótkie, a zima powraca ledwo odejdzie.

     W dworcowej poczekalni spotykają się przyszli bohaterowie ciężkiej podróży w głąb dzikiej Syberii. Rodzeństwo Justyna i Marian Dubieccy. Marian zwany czule przez siostrę Marysiem, jest historykiem. Przetrwał brutalne przesłuchanie, by w opłakanym stanie, ale żywy opuścić ukochany kraj. Justyna była do tej pory guwernantką. Praca ta niestety przysparzała jej więcej upokorzeń niż dawała satysfakcji. Podzieliła los wielu kobiet w tych czasach, wykształconych, ale biednych, więc traktowanych z lekka, jako zabawka na moment, nie jako kandydatka na żonę, towarzyszkę życia. Tak więc, Justyna żegna się z Polską łatwiej, nie mając domu, o którym marzy, nie mając większych perspektyw. Wyczekuje spotkania z nieznaną Syberią. Inaczej niż Cecylia i Edmund Ojrzanowscy. On zesłany powstaniec, ona nieodłączna towarzyszka ukochanego męża. Wyruszają w nieznane wraz z malutkim synkiem, Andrzejkiem. Jest jeszcze Julek Janicki, lekarz.

     Dzieląc przedział w pociągu dochodzą do wniosku, że trzymając się razem w podróży, pomagając sobie, będą silniejsi, zwłaszcza, że z więźniami politycznymi jadą kryminalni.

     Wreszcie pociąg rusza, zaczyna się nowy etap ich życia. A z każdym etapem podróży przekonują się, jak wielki wysiłek będą musieli włożyć w przetrwanie na obczyźnie. W tej zawierusze ich losy splotą się, ich uczucia zagmatwają, serca raz wzlecą uniesione nadzieją, innym razem utracą radość należną młodym rozpoczynającym życie ludziom pod ciężarem trudów.

     Autorka napisała piękną powieść, piękną polszczyzną. Książkę czytałam pełna zachwytu i uznania. Przed oczami ujrzałam dzikie ostępy Syberii, niedolę zesłańców, życie rdzennych ludów i tych Sybiraków z dziada pradziada zwanych czołdonami.

     Książka przedstawia sobą dużą wartość, ze względów językowych, owszem, ale i ogromu wiedzy historycznej. Ciekawostką jest, że w "Zesłanej miłości" spotykamy się z postaciami historycznymi, faktycznie biorącymi udział w powstaniu, a później eksplorującymi Syberię. Autorka przybliża nam kulturę zesłańców, kuchnię, wypieki, mieszankę polskości i wschodu.
    Czytając książkę spotyka nas niespodzianka. Justyna, by uciec od niedoli na wygnaniu zaczyna pisać powieść o zesłańcu z innej epoki Niceforze Czernihowskim. Dzięki niemu znów poznajemy smaki i zapachy Syberii, lecz z innych czasów.
    Nie wiem, czy dobrze definiuję, jednak nasuwa mi się termin powieść szkatułkowa. Moim zdaniem autorka bardzo sprawnie wplotła historię Nicefora w fabułę. Zostawię tu pewne niedopowiedzenie i nie zagłębiam się mocniej w tę historię. Niech każdy chętny sam odkryje tę postać i jej losy.
     To czego mi zabrakło, to daty i miejsca akcji przed pierwszym rozdziałem. Dokładne czas i miejsce akcji rozpoznałam w trakcie czytania. Informacja na początku byłaby pomocna. Zaletą zaś są przypisy stanowiące bogate źródło, z którego byłam zadowolona, że mogę czerpać.
       Na okładce przeczytałam, że w przygotowaniu jest drugi tom „Dzikie serca”. Czekam, chcę raz jeszcze spotkać się z tymi bohaterami.



niedziela, 13 sierpnia 2017

Książka utkana zapachami



"Pachnidło" Patricka Süskind'a roznosi woń animalnego XVIII - wiecznego Paryża. 

 

     Ta woń wżera się w mózg czytelnika i prowadzi do ostatniej stronicy. Sama książka składa się z niezliczenie wielu zapachów, które otumaniają nie pozwalając oderwać się od lektury. Opisy zapachów splatają się tworząc historię perfumiarza - geniusza - zbrodniarza, Jana Baptysty Grenouille'a. Urodzony i porzucony na stosie odpadków, pod stoiskiem rybnym, wydaje krzyk rozpaczy wysyłając tym samym matkę na szafot a samemu rozpoczynając walkę z życiem.

     Paryż sprzed rewolucji francuskiej jest okrutny a ludzie jak ubrane zwierzęta, choć boję się, że obrażam tym porównaniem zwierzęta, rzecz jasna. Kierują się instynktami jednocześnie żegnając się przy tym. Ulice spływają odpadkami i odchodami.
     Właściwie w Pachnidle każda z postaci jest w jakiś sposób okaleczona, ułomna mentalnie lub fizycznie, przy czym boi się i nie rozumie ułomności drugiego człowieka. Jak mamka Grenoull'a Joanna Busse, jak ojciec Terrier, czy madame Gillard. Są znów i ci, którzy w ogóle nie mają poszanowania życia ludzkiego, jak garbarz Grimal. Wszyscy są dziećmi zatęchłego, zatłoczonego, bezwzględnego Paryża.
     A mały Jan Baptyst jest ułomny, choć nie od razu zdaje sobie z tego sprawę. I nie chodzi o to, że ma blizny po przebytych chorobach, że ma szpotawa nogę, ale o coś innego, co podświadomie inni wyczuwają, a właściwie nie wyczuwają, a mianowicie zapachu. Ironia losu. Ten, który potrafi stworzyć perfumy zachwycające każdy nos, jest bezwonny. I w ten sposób ułomny, a więc podejrzany, budzący niepokój, obawy. I tak autor nakreśla mechanizm ludzkiego myślenia.       Mechanizmy typowe w każdym społeczeństwie związane z innością. Ale świetnie też pokazuje myślenie jednostki, która próbuje ugrać coś dla siebie, w świecie w którym każdy chce posiadać wartości materialne, jak mistrz perfumeryjny Baldini.
      Każdy? Nie każdy, nie Grenouille. Czyżby znów coś stanęło na głowie? Grenouille pragnie stworzyć zapach idealny i naprawdę to wszystko? Tylko czego do tego potrzebuje? Kobiecego ciała, a właściwie dziewczęcego. Grenoullie nie ma sumienia, nie myśli o konsekwencji, o Bogu. Jest mu to obce, ale czy można się temu dziwić? Jest jakaś nienormalność w jego logice. Być może to cecha psychopaty?
      Autor niezwykle sprawnie prowadzi narracje. Tworzy opisy, które pachną lub śmierdzą. (Gdyż XVIII - wieczna Francja, to Francja pachnąca kloaką skropioną perfumami.) Choć prawie nie ma dialogów, czyta się lekko , czytelnik płynie z tekstem. Z pewnością składa się na to kunszt pisarski autora. Książka wniknęła w mój umysł i poruszyła go, jej zawartość kazała mi się zatrzymać i pomyśleć.


Tytuł: Pachnidło. Historia pewnego mordercy
Autor:  Patrick Süskind
Wydawca: Świat Książki
Rok: 2011