Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Koziołek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Koziołek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2019

ZAPOWIEDŹ

Niebawem ukaże się kolejna powieść Krzysztofa Koziołka

Premiera drugiego tomu serii Będę Cię szukał,  

"Będę Cię szukał, aż Cię pokocham" 
 20 listopada 2019. 

   
Opis Wydawcy:

Mijają dwa lata, odkąd Wally odszukał Kesję – miłość swego życia – i razem z Iną pokonał ludzi pracujących dla bezwzględnego koncernu Yeyland-Wutani. Teraz trójka dwudziestolatków obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami pracuje dla Międzynarodowej Agencji do Spraw Nadprzyrodzonych, pod okiem Sary Bednarz i Andrzeja Sokoła. W fabryce położonej przy granicy z Niemcami finalizują prace nad niezwykle ważnym wynalazkiem.

Niestety, związek Wally’ego i Kesji przechodzi kryzys. Na domiar złego chłopak zaczyna się interesować Iną, nie zdając sobie przy tym sprawy, że ta od dawna się w nim podkochuje. Jakby tego było mało, fabryka zostaje zniszczona w wyniku katastrofy kolejowej.

Fiasko projektu sprawia, że Sara Bednarz musi walczyć o to, aby dowodzony przez nią europejski oddział Agencji nie przestał istnieć. Problemy dotykają też Wally’ego, który wikła się w uczuciową rozgrywkę z Kesją i Iną. Sokół zaś – nie wierząc w przypadki – podejmuje własne śledztwo w sprawie wypadku kolejowego.

Wkrótce wszyscy stają na drodze spisku, który ma zmienić świat bezpowrotnie.

Pierwsza część wywarła na mnie ogromne wrażenie (recenzja TUTAJ). Bez wahania Literacki kącik Sary objął patronatem "Będę Cię szukał, aż cię pokocham".

 
  
Nie mogę doczekać się lektury!



środa, 28 listopada 2018

"Nie pozwól mi umrzeć" - nie każdy może poprosić o pomoc wprost



    „Nie pozwól mi umrzeć” - niemy krzyk maleństwa, które jest bezradne, zależne od mamy, wyciąga do niej rączki i płacze. W tym niezrozumiałym kwileniu kryje się prośba o bezpieczeństwo, miłość, ciepło. Wydawałoby się, że nie sposób oddać bólu matki, która staje w obliczu tragedii swojego dziecka, która jest bezsilna, patrzy na cierpienie i nie może go ukoić. Tymczasem przeżyłam ostatnio taką tragedię, nie będę wchodzić w szczegóły. Stanęłam na krawędzi zmysłów wraz z Dalią Chybą, bohaterką thrillera medycznego Krzysztofa Koziołka.


    Autor jawi mi się jako mistrz żonglerki słownej. Słowem buduje dowolny fragment rzeczywistości, a on nabiera realnego wymiaru. Jesteś przekonany, że poznajesz prawdę dotąd skrzętnie skrywaną. I to dobry trop. Autor do klawiatury siada po głębokim researchu. To nie wszystko, jeśli tylko pisarz zechce, wprowadza czytelnika w stan wstrząśnienia emocjonalnego. Uczucia bohaterów przechodzą na czytelnika. Uważajcie! Niby spokojnie rozwijająca się fabuła, ale śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, nabiera tempa, robi się niebezpiecznie. A przy tym wszystkim wydaje się, że poznałeś już bohaterów, a oni zaskakują cię wciąż na nowo. Tak, zdecydowanie mistrzowska żonglerka słowna.


    „Nie pozwól mi umrzeć” to thriller medyczny, ale i kryminał skandynawski oraz sensacja w najlepszym wydaniu. W tej atrakcyjnej kryminalnej oprawie kryje się poważny i ważny temat szczepień. Kiedy wynaleziono szczepionkę przeciw ospie, czy gruźlicy, celem było uratowanie setek tysięcy istnień. Współcześnie człowiek i jego zdrowie jest sposobem na miliardowe zyski. Jak potoczy się rozgrywka pomiędzy jednostką a bezwzględną korporacją? Śmiało polecam każdemu, aby przekonał się sam.



tytuł: "Nie pozwól mi umrzeć"
autor: Krzysztof Koziołek
wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
stron: 394


Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorowi.

poniedziałek, 29 października 2018

"Nie pozwól mi umrzeć" Krzysztofa Koziołka gorącą premierą listopada



Wkrótce w księgarniach pojawi się najnowsza powieść Krzysztofa Koziołka. Tym razem będzie to thriller medyczny "Nie pozwól mi umrzeć". "Literacki kącik Sary" objął książkę patronatem medialnym. Ponownie twórczość tego autora dostarczyła mi wielu wrażeń.

Krzysztof Koziołek po raz kolejny odważył się podjąć kontrowersyjny temat. Jego thriller medyczny wywołał we mnie skrajne emocje. Po lekturze długo nie mogłam ochłonąć. Ta historia trzyma w napięciu aż do samego końca, a przy tym porusza najczulsze struny. Przerażające, że taki dramat mógłby dotknąć praktycznie każdego z nas.
 
Sara Samusionek
blog "Literacki kącik Sary"

Fabuła "Nie pozwól mi umrzeć"
 
Z jednej strony potężny koncern farmaceutyczny. Z drugiej troje obcych sobie ludzi.
Damian Saran zgłasza na policji zaginięcie żony, która nie wróciła do domu z pracy w agencji reklamowej. Dalia Chyba przeżywa trudne chwile po rozwodzie będącym efektem rodzinnej tragedii. Komisarz Ryszard Grodzki sprawdza okoliczności śmiertelnego wypadku bliskiej osoby starego znajomego.
Pozornie niezwiązane ze sobą sprawy łączą się, kiedy wszyscy troje stają na drodze szczepionki, która lada chwila ma trafić na rynek. Na jednej szali znajdą się tysiące ludzkich istnień, na drugiej miliardowe zyski.
To będzie walka na śmierć i życie.




sobota, 5 maja 2018

Rocznice, rocznice

Mój blog obchodzi pierwsze urodziny. Tymczasem Krzysztof Koziołek ma za sobą już 10 lat pracy twórczej. Z tej okazji porozmawiam z nim o pasji pisania i jego książkach.


     Pisarz zadebiutował w 2007 r. powieścią sensacyjną "Droga bez powrotu", w 2009 r. wydał kryminał skandynawski "Święta tajemnica" (nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego), w 2010 r. ukazała się powieść sensacyjno-przygodowa "Miecz zdrady". Za tę ostatnią autor został zgłoszony do Paszportu   Polityki 2010 i nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego.
     W 2011 roku Krzysztof Koziołek otrzymał Lubuską Nagrodę Literacką dla najbardziej obiecującego lubuskiego pisarza. W 2016 roku jego kryminał retro "Furia rodzi się w Sławie" został nominowany do nagrody Kryminalna Piła za najlepszy polski kryminał miejski.

źródło: krzysztofkoziolek.pl




Co skłoniło Cię do sięgnięcia po pióro?

Przypadek. Naprawdę! Nigdy nie planowałem, żeby być pisarzem, a tym bardziej o tym nie marzyłem. Wyszło przypadkowo… Pracowałem już kilka lat jako dziennikarz prasowy, a było to jeszcze w czasach, kiedy dziennikarze musieli umieć samodzielnie myśleć, poprawnie pisać po polsku i do tego jeszcze być kreatywnymi. Jak wygląda to dzisiaj, widać gołym okiem... Wracając do tematu: pracowałem na co dzień słowem pisanym i pewnego razu pomyślało mi się, a co by było, gdyby w pewnej kamienicy przy ulicy Szkolnej w Nowej Soli zamordowano młodą kobietę, a wmieszana w to byłaby miejscowa policja. Potem pojawiły się pomysły na inne sceny i niedługo później postanowiłem zrobić z nich coś większego. I tak powstała debiutancka „Droga bez powrotu”.



Dlaczego właśnie kryminały?

Dlatego, że inaczej być nie mogło! (śmiech) Już w szkole podstawowej zaczytywałem się powieściami sensacyjnymi, przygodowymi i kryminałami. Można powiedzieć, że nasiąknąłem tego typu literaturą i naturalną koleją rzeczy, gdy sam zacząłem pisać, sięgnąłem po ten właśnie gatunek. Alternatywa mogłaby być tylko jedna: science fiction, bo te klimaty też uwielbiam.



Widać to chociażby w „Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę”, w którym odważnie łączysz te dwa gatunki literackie. Co na to Twoi czytelnicy?

Moi czytelnicy ogromnie mnie zaskoczyli, okazało się bowiem, że ta powieść nie dość, że bardzo przypadła im do gustu, to jeszcze dopytują, kiedy ukażą się kolejne części (śmiech). Tutaj wyjaśnię, że całość pomyślana jest jako trylogia. Popularność pierwszej części mile mnie zaskoczyła, podobnie jak sprzedaż, bo jest to jedna z moich najlepiej sprzedających się książek, mimo że premiera nie była wspomagana żadną wielką kampanią marketingową. Dla mnie to zresztą dowód, że w przygodach głównych bohaterów tej serii tkwi ogromny potencjał, wciąż nie do końca wykorzystany. Inna rzecz, że powieść spodobała się zarówno dorosłym czytelnikom, jak i młodzieży, pewnie za sprawą Wally’ego i Kesji, osiemnastolatków z pewnym bardzo specyficznym bagażem doświadczeń. Cieszy mnie to tym bardziej, że „Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę” łączy w sobie elementy thrillera i powieści sensacyjnej z science fiction, co na polskim rynku raczej zbyt popularne nie jest. Mam nadzieję taki stan rzeczy nieco zmienić (śmiech).



Który moment w procesie twórczym lubisz najbardziej?

Ten dzień, w którym, po kilku miesiącach zbierania materiałów do powieści i układania jej konspektu, mogę wreszcie usiąść do, jak to nazywam, pracy właściwej, czyli tworzenia poszczególnych scen. Co ciekawe, ten drugi etap zabiera znacznie mniej czasu niż pierwszy, popularnie nazywany z angielskiego researchem. Największa dysproporcja między tymi częściami jest w przypadku kryminałów retro: zbieranie materiałów to 90, a nawet 95 procent czasu poświęconego na powieść, samo jej napisanie to już tylko położenie wisienki na torcie.



Co Cię inspiruje?

Życie! (śmiech). Mówię poważnie, nie żartuję! Jestem typem obserwatora, który dostrzega wiele rzeczy, na jakie inni nie zwracają nawet uwagi. To też efekt długoletniej pracy dziennikarskiej. Pewnie między innymi z tego powodu w przypadku kilku książek miałem już takie historie, że to, co sobie wymyśliłem, potem prawdziwe życie realizowało naprawdę.



Jakiś przykład?

„Operacja Aksamit” to political fiction, w którym jednym z kluczowych elementów są dokumenty kompromitujące najważniejsze postacie polskiej polityki, zebrane jeszcze w czasach PRL. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy dwa tygodnie po napisaniu powieści wybuchła afera z „szafą Kiszczaka”, w której znaleziono właśnie takie „haki”. Gdy się o tym dowiedziałem, mało z krzesła nie spadłem (śmiech). Kolejny raz okazało się, że moja wyobraźnia wyprzedza o kilka kroków rzeczywistość. Pamiętam też, że po premierze tej książki jeden z dziennikarzy w swoim artykule stwierdził, że pisząc taką powieść musiałem opierać się na informatorach ze służb specjalnych, bo bez nich nie byłbym w stanie dotrzeć do takich danych. Szpicla w służbach nie mam ani jednego, opieram się jedynie na wyobraźni i umiejętności dostrzegania informacji tam, gdzie inni widzą tylko zlepek pozornie nic nieznaczących wiadomości.



Czy masz autora, którego nazwałbyś swoim guru?

Alistair MacLean, ten od „Dział Nawarony” i „Tylko dla orłów”. Zaczytuję się też starymi kryminałami: Raymonda Chandlera, Rossa MacDonalda, Dashiella Hammetta i Agaty Christie. Po współczesne kryminały sięgam sporadycznie, zbyt często mam bowiem wrażenie, że zostały napisane nie po to, aby wciągnąć czytelnika w wir akcji, tylko aby wyjąć trochę grosza z jego portfela.



Jako self-publisher możesz eksperymentować, nikt nie stawia Ci ograniczeń literackich. Czy zgodziłbyś się z tym?

Najpierw małe wyjaśnienie: działam jako self-publisher, ale książki wydaję we własnym wydawnictwie, każda jest profesjonalnie przygotowana do druku. Podkreślam ten fakt, bo wiele osób kojarzy self-publishing ze wrzucaniem „surowej” elektronicznej książki bez redakcji i porządnej korekty. Wydawanie książek we własnym wydawnictwie ma wiele plusów i minusów. Na pewno nie muszę spełniać niczyich „koncertów życzeń”, ale to też nie oznacza, że jestem całkowicie wolny. Tak się składa, że książki to taki sam towar, jak bułki, proszki do prania i samochody: żeby je sprzedać, trzeba znaleźć kupców. Duże domy mediowe mają pieniądze na wielkie kampanie marketingowe, a wtedy nawet największy gniot może uzyskać status bestsellera. W starciu z takimi Goliatami mogę konkurować jedynie jakością towaru, czyli powieści. Siłą rzeczy muszę się więc rozwijać i starać się być coraz lepszym, aby ci czytelnicy, którzy gdzieś w czeluściach sieci się o mnie dowiedzą i sięgną po moją książkę, zechcieli do mnie wrócić.



Jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe?

Maj to zwyczajowo seria wyjazdów na spotkania autorskie do bibliotek w całej Polsce, odwiedzę też Targi Książki w Warszawie. W połowie czerwca ukazuje się „Wzgórze Piastów”, czyli kryminał retro będący kontynuacją wydanych wcześniej dwóch powieści: „Furia rodzi się w Sławie” i „Góra Synaj”. Akurat ta książka ukaże się w wydawnictwie Akurat będącym częścią Muzy. Jesienią we własnym wydawnictwie Manufaktura Tekstów planuję wydać thriller „Nie pozwól mi umrzeć”. A przez te wszystkie miesiące będę próbował znajdować czas na to, aby pisać „Będę Cię szukał, aż Cię pokocham”, czyli kontynuację „Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę”. Oś fabuły już jest gotowa, teraz czeka mnie research. Szczegółów dotyczących akcji na razie nie ujawniam, ale moich fanów mogę zapewnić, że będzie się działo nie mniej, niż w pierwszej części (śmiech). Niech też nikogo nie zwiedzie niewinny tytuł: to nie będzie romans, tylko – znów – połączenie thrillera z science fiction, chociaż… Tak się zastanawiam… Mogę chyba zdradzić, że akurat w tej książce znajdzie się sporo miejsca na warstwę obyczajową a nawet, jak to się dziś modnie określa: solidną porcję erotyki. Uprzedzając pytanie, czy to odpowiedź na zapotrzebowanie rynku: nie. Po pierwsze, to odpowiedź na prośby moich czytelniczek, które już od dawna zachęcają mnie do tego, aby znaleźć miejsce na wątki obyczajowe. Po drugie, już podczas pisania pierwszej części serii pojawił się pomysł, aby w drugiej aspekt sensacyjny i science fiction wzbogacić o perturbacje miłosne (śmiech). Jak poważne będą? Nie zdradzę, mogę tylko podpowiedzieć, że domyślać się tego można po tytule trzeciej części: „Będę Cię szukał, aż Cię zabiję”.

Dziękuję za rozmowę!

Autor ma na koncie 13 wydanych powieści, kolejne są w przygotowaniu.


 

środa, 6 grudnia 2017

"Imię Pani" zburzyło mój spokój


    Jest rok 1934, tuż przed Bożym Narodzeniem. W opactwie benedyktyńskim w Krzeszowie przebywa Gustaw Dewart, kryminalny śledczy Kripo. Przyjechał na wypoczynek wraz z wujem Ferdinandem Pointstinglem znajomym samego opata Alberta Pallentina. Kiedy dochodzi do serii nieszczęśliwych wypadków, urlop policjanta kończy się, gdyż na prośbę Pallentina podejmuje prywatne śledztwo.

     Przyznam, że książkę zaczynałam czytać z duszą na ramieniu. Po lekturze „Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę” byłam zachwycona. Nowa książka autora wywołała u mnie stan podekscytowania a jednocześnie niepewności. Czy kryminał retro trafi w mój gust tak jak młodzieżówka z wątkiem s-f?
Moje obawy szybko się rozwiały. „Imię Pani” mrocznym klimatem zburzyła niewzruszoną tafle spokoju i wpłynęłam na morze napięcia i domysłów.

     Zimne, surowe mury opactwa kryją tajemnicę, która sprowadza na mnichów śmierć. Miejscowa policja uparcie trzyma się jednej wersji – były to wypadki. Z tym, że kostucha zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Ginie coraz więcej ludzi i to spoza klasztoru. Dewart nie daje za wygraną i wbrew wszystkiemu, łącznie ze zdrowym rozsądkiem, usiłuje dojść do prawdy. Ktoś na każdym kroku krzyżuje mu szyki, ktoś dybie na jego życie. Ale też jest ktoś kto nad nim czuwa. Niepozorny zakonnik Wacław Lubomski, który często pojawia się, by podać Dewartowi pomocną dłoń i przypomnieć, że opatrzność nad nim czuwa. Dewart siłuje się na uprzejmości, ale dawno przestał wierzyć w te rzeczy a w sercu nosi żal do Stwórcy o tragedię, która dotknęła jego rodzinę. Tragicznie utracona miłość nie daje o sobie zapomnieć. Przeciwnik zamierza to wykorzystać bez skrupułów. Trudności piętrzą się przed bohaterem. Silne emocje targają nim a czytelnik jest w ich epicentrum.

    „Imię Pani” zawładnęło mną od początku do końca. Trudno mi dobrać słowa, aby oddać klimat książki, która z jednej strony bucha ascezą cechującą mnichów, a z drugiej bogactwem symboliki malowideł i rzeźb opactwa w Krzeszowie. Autor skwapliwie skorzystał z owej symboliki, by usnuć misterną intrygę. Nie mogę się oprzeć porównaniu Krzysztofa Koziołka do Dana Browna (którego „Początek” mam w planach), gdyż jego bohater podobnie wykorzystuje zabytki na skalę europejską znajdujące się w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, aby trafić na tajemniczy ślad. Ale książka... Ach...



Dziękuję autorowi za egzemplarz do recenzji, jak również dedykację.

wtorek, 28 listopada 2017

Najbliże plany




Gdy przykazań brak dziesięciu
Joe Alex
Wydawnictwo Literackie


     Tak naprawdę Maciej Słomczyński, którego życiorys jest równie porywający, co twórczość. Autor wielu, słyszałam że wielce wciągających kryminałów, był synem amerykańskiego reżysera Meriana C.Coopera i Marjorie Crosby, która wyszła za mąż za Aleksandra Słomczyńskiego i pozostała w Polsce. 
     Maciej Słomczyński w 1943 wstąpił do Armii Krajowej, a w 1944 trafił na Pawiak, skąd udało mu się uciec. Czuję, że tak barwna postać, równie barwnie pisała. Pozostaje mi się tylko przekonać.

Imię Pani
Krzysztof Koziołek
wydawnictwo Manufaktura Tekstów


    Tu zapowiada się klimatyczna powieść w murach opactwa benedyktyńskiego w Krzeszowie. Nie mogę się już doczekać!



Początek
Dan Brown
wydawnictwo  Sonia Draga


    Czytałam "Kod Leonarda da Vinci" z zapartym tchem. Krótkie rozdziały, wartka akcja, niesamowita przygoda. Liczę na podobne emocje, jak przy pierwszym spotkaniu z tym autorem.


Fobos
Victor Dixen
wydawnictwo Otwarte


   Miałam wielkie nadzieję na science-fiction w kosmosie. Zachwycił mnie opis, który zasugerował coś naprawdę WOW. Ale gdy zajrzałam do środka... Niestety mam wątpliwości, czy był to słuszny zakup. Obawiam się drętwej obyczajówki osadzonej w kosmosie. Obym się myliła!




poniedziałek, 11 września 2017

Uczucie o nadprzyrodzonej sile

      

     

    Krzysztof Koziołek, autor mocnych kryminałów retro, napisał powieść z gatunku Young Adult. „Będę Cię szukał aż Cię odnajdę” jest połączeniem sensacji, kryminału, science-fiction oraz romansu. Czytelnik może zastanawiać się, czy połączenie tylu gatunków wyjdzie na dobre książce. Otóż wyszło na dobre. Napiszę więcej, ta pozycja jest rewelacyjna. Akcja pędzi tu jak wagonik kolejki górskiej, z zawrotną szybkością. Czytelnik nie ma czasu na nudę, musi nadążyć za bohaterami.


      Ale zanim się rozpędzę, zacznę od początku. Główny bohater Wespazjan Cudny (dla przyjaciół Wally) wraca do domu ze szkoły oczekując urodzinowego przyjęcia niespodzianki, lecz zamiast radosnych twarzy zastaje wszechobecny rozgardiasz i ciała brutalnie zamordowanych rodziców. Jako podejrzany trafia w ręce policji. Akcja biegnie przez pewien czas dwutorowo. W sprawie Wallego prywatne śledztwo prowadzi dziennikarz Andrzej Sokół. Robi to na prośbę dyrektora szkoły Wallego, który nie wierzy w jego winę. I jakoś chce pomóc chłopakowi. Szybko okazuje się, że Cudnemu nie pierwszy raz przydarzyła się niesamowita historia. A rok wcześniej zaginęła jego siostra Kesja.

      Na pierwszym planie rzucają się w oczy nieprzeciętni bohaterowie. Wally jedynie sprawia wrażenie zwykłego nastolatka, tymczasem ojciec ćwiczył go w sztukach walki, uczył posługiwać się bronią. Dlaczego to robił? Kim jest Wespazjan Cudny, że po piętach zaczynają mu deptać międzynarodowe służby? Dlaczego zaginęła Kesja, jego siostra? Kim tak naprawdę jest rodzeństwo? Dlaczego są mocno związani, siłą wręcz nadnaturalną? I co tak naprawdę ich łączy? Mnóstwu pytań, które mnożą się podczas czytania lektury. Autor umiejętnie dozuje napięcie szykując co róż to nowe niespodzianki. Chętnie odpowiedziałabym na wyżej postawione pytania, gdyż odpowiedzi na nie są wciągające, boję się, że wówczas popsułabym frajdę z czytania.

      Ogromnie przypadł mi do gustu wątek romantyczny. Z jednej strony jest niejako w tle, z drugiej to właśnie uczucie popycha głównego bohatera do działania. Jak na mój gust bardzo ciekawe rozwiązanie. Cudny musi pokonać nie lada trudności, by dotrzeć do prawdy. Pomaga mu w tym Andrzej Sokół, który wcale tego nie chce, jednak wplątuje się w kolejną aferę. Wkrótce rozpoczyna się ich ucieczka przed policją (przekonaną o winie chłopaka) i nie tylko, zdobywają nasze wspaniałe Tatry, przekraczają granicę słowacko-austriacką, by na sam koniec wylądować w Stanach Zjednoczonych na przesłuchaniu u szeryfa federalnego.

      Jestem pod wrażeniem książki „Będę Cię szukał aż Cię odnajdę”. Splecenie wszystkich wątków kosztowało trochę pracy, a może autor ma tyle talentu literackiego, bo wątki zazębiają się idealnie, niczym trybiki w szwajcarskim zegarku. Pojawiają się tu nadnaturalne moce, które bohaterowie muszą okiełznać oraz uczucie, które ma wpływ na cały ciąg zdarzeń.