środa, 17 października 2018

Zaniedbałam!

Drodzy Książkomaniacy!
 
Ostatnio bardzo zaniedbałam swój blog, porzuciłam na rzecz innych obowiązków. Czuję się z tym fatalnie, tęsknię i zamierzam koniecznie wrócić tu, gdzie mi tak wspaniale, gdzie ten książkowy świat, który i Wy kochacie.

Jestem świeżo po przeczytaniu "Niepamięci" Jolanty Kosowskiej. Odbyłam niezwykłą podróż wgłąb ludzkiego umysłu, serca i duszy. Niezapomniane doświadczenie czytelnicze, o którym myślę wkrótce napisać.

Szykuje się nowiusieńki patronat medialny książki autora lubiącego kontrowersyjne tematy. "Nie pozwól mi umrzeć" Krzysztofa Koziołka opisuje wstrząsającą historię, która, o zgrozo, mogłaby przydażyć się wielu z nas.

Mam za sobą jeszcz kilka innych lektur. Chciałabym się podzielić z Wami moimi przemyśleniami. Myślę, że już niebawem to nastąpi.

P.S. Poczekajcie!
Stęskniona S.

piątek, 31 sierpnia 2018

Nazwisko zobowiązuje. Karin Slaugther "Zbrodniarz"



    Pierwsze strony książki nie zapowiadały niczego ciekawego, raczej przeciętną historię, której finał łatwo przewidzieć. Nowym zwyczajem nie odłożyłam książki na półkę (tak nowym zwyczajem, bo mój stary zwyczaj był taki, że jeśli książka mnie nudziła wracała na półkę), więc nowym zwyczajem czytałam dalej i się nie zawiodłam. Pierwsze spotkanie z twórczością Karin Slaugther zaliczam do udanych. A ponieważ Slaugther znaczy rzeź, pisarka nie mogła rozczarować czytelników serwując im ugładzoną papkę. Nie, ona podała krwisty befsztyk.

    „Zbrodniarz” przywodzi mi na myśl kryminały Mankela, ale w bardzo, bardzo amerykańskiej oprawie. Autorka nie stroni od brutalnych scen, dosadnych opisów, umiejętnie stopniuje napięcie. Swobodnie porusza się po dwóch płaszczyznach czasowych. Prowadzone są dwa śledztwa w latach '70 XX wieku i trzydzieści lat później. Pisarka śmiało dotyka problemów segregacji rasowej oraz feminizacji policji. Zgłębia proces przemian społecznych, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach '70 ubiegłego stulecia. W rolach głównych występują dwie młodziutkie policjantki, które muszą wykonywać swoją pracę bez oparcia w kolegach po fachu, a wręcz znosząc nieustające docinki i sprośne komentarze. Muszą udowodnić sobie i mężczyznom, że są dobre w tym, co robią.

   Przypadkowo trafiają na ślad seryjnego mordercy. Giną prostytutki ze slamsów. Czy warto pakować się w taki kanał? Niektórzy szybko zamknęliby sprawę, ale Amanda Wagner i Evelyn Mitchell drążą temat narażając się na ataki ze strony kolegów policjantów. Do ostatnich stron nie wiadomo, jak zakończy się ta rozgrywka. Przeszłość bezwzględnie wpływa na teraźniejszość, nie daje o sobie zapomnieć, rozdrapuje na nowo stare, zabliźnione rany. Trzydzieści lat później znów spotykamy Amandę Wagner i Evelyn Mitchell, z tym że policjantki są już w innym punkcie, stoją z boku, są postaciami drugiego planu.

    Na pierwszym planie towarzyszymy oficerowi GBI Willowi Trentowi pracującego dla Amandy Wagner. Will jest policjantem z przeszłością, jest nią wręcz naznaczony. Zdaje się, że nigdy się od niej nie uwolni. Jest ogniwem łączącym przeszłość i teraźniejszość. Polubiłam tę postać. Jednoznacznie dobry człowiek nieustannie w cieniu zła. Ciekawa koncepcja. Zaczynając czytać „Zbrodniarza” nie byłam świadoma, że jest to już szósty tom z cyklu o Willu Trencie. Myślę, że będę kontynuowała swoją przygodę z tą serią.

    Metodycznie prowadzone śledztwa, wielopłaszczyznowa fabuła, nietuzinkowe postaci. Aura mroku, która rozpościera się na każdej stronicy, przytłaczający obraz zła, które człowiek wyrządza człowiekowi na porządku dziennym. „Zbrodniarz” od tego wszystkiego aż kipi. 



tytuł: "Zbrodniarz"
autor: Karin Slaugther
wydawnictwo: WAB
stron: 608
 

sobota, 4 sierpnia 2018

Słodycz w czystej postaci

     

    Książkę Nory Roberts „Cybil” można przyrównać do pudełka czekoladek. Główna bohaterka została obdarowana przez autorkę sporą dawką uroku osobistego, ciepła, uśmiechu, rezolutności i hartu ducha. Jej śmiałe posunięcia przyciągają uwagę przystojnego Prestona. Na każdej stronie cukier-lukier i czekolada. Momentami za dużo jak dla mnie. Stąd moje porównanie. Cieszę się, że książka to nie czekoladki, bo przytyłabym ze trzy kilo.

      Tym razem Nora Roberts postawiła na bohaterkę typu „do rany przyłóż” a także „uratuję i pomogę”. Czasami jest to strzał w dziesiątkę, czasami powoduje, że czytelnika mdli. W przypadku tej książki autorka nieznacznie przekracza granicę. Cybil Cambell tworzy komiksy do gazety codziennej. Uwielbia swoją pracę i jest dobra w tym co robi. Potrafi obserwować rzeczywistość, wyciągać wnioski i w zabawny sposób przedstawiać prozaiczne sytuacje. Pewnego dnia do jej kamienicy wprowadza się tajemniczy Preston. Za namową przyjaciółki Jodi nawiązuje znajomość z raczej gburowatym młodzieńcem.

     Akcja biegnie nieśpiesznie koncentrując się na głównych bohaterach. Autorka opisuje ich emocje i przemyślenia. Sceny intymne są pełne zmysłowości. Autorka plastycznymi opisami oddziałuje na wszystkie zmysły czytelniczek. Zapachy, smaki, dźwięki tworzą harmonijną oprawę dla namiętnych uniesień.

     „Cybil” jest lekką przewidywalną historią, która zajmie najwyżej dwa popołudnia, pozwoli odetchnąć od codzienności, chociaż sama o niej opowiada. Polecam tym, którzy lubią ciepłe, słodkie i jeszcze raz ciepłe i słodkie historie.


tytuł "Cybil"
autor Nora Roberts
wydawnictwo Harper Collins Polska Sp.z.o.o
strony 251

wtorek, 24 lipca 2018

Wakacyjne odkrycie

     „Cierpkie winogrona” mają wytrawny smak, nie łatwo przełknąć bez grymasu twarzy. Pierwsze wrażenie nieco mylne. Nieuporządkowany wstęp zaburza obiór fabuły. Dopiero z kolejnymi rozdziałami, jakby autorka nabierała wprawy, układała w zwartą całość historię, która z początku rozłaziła się na boki, bohaterowie nabierają wyrazistszych kształtów, emocje buzują.

     Bożena Gałczyńska-Szurek była mi autorką bliżej nieznaną. „Cierpkie winogrona” wpadły w moje ręce, kiedy buszowałam po księgarskim straganie nad morzem. Przyciągnęła mnie perspektywa przeżycia romansu w scenerii greckiej wyspy. I tu się nie zawiodłam. Greckie klimaty otaczają czytelnika z każdej strony. Zapachy, smaki, dźwięki i widoki. Widać podróżniczą pasję autorki.

     Na samym początku nie mogłam się rozeznać w kilku miejscach w tekście, bo autorka miała przeskoki myślowe, inaczej pisząc skróty myślowe, które mocno zaważyły na mojej ocenie. Styl i sposób narracji są bardzo przystępne. Uważam, że zawiodła redakcja, której zadaniem jest wychwycić tego typu niedociągnięcia. Natomiast to czego mi osobiście zabrakło, to wyrazistej kreacji bohaterów oraz głębszego kontekstu sytuacyjnego na samym początku, a to rola autorki.

      I dlatego moje pierwsze wrażenie było raczej negatywne. Umarł – kasy nie będzie! Taki przekaz otrzymałam na początku historii. Opływająca w luksusy Paulina nagle traci męża w tajemniczym wypadku, w jeszcze bardziej tajemniczych okolicznościach traci majątek. Co ona teraz pocznie bez tej kasy? Człowiek zginął, prawdopodobnie dobry. Nie ważne, ważne, że nie będzie kasy. Choć Paulina, jej teściowa oraz córka Ania podobno są w żałobie, osobiście jako czytelniczka tego w pierwszych rozdziałach nie odczułam. W tekście brakuje konkretnego przekazu. Ciężko było mi się utożsamić z bohaterką.


     Na szczęście książka, jak wspomniałam, nabiera tempa, a pani Bożena Gałczyńska-Szurek ma talent do tworzenia intrygi oraz budowania napięcia w tekście. Dlatego „Cierpkie winogrona” powoli rozbudzają zmysły, wyzwalają emocje. Byłam niezmiernie ciekawa jaki finał będzie miała ta historia. A jest to historia uczucia Pauliny i pełnego pasji Greka imieniem Stawros.

     Po śmierci męża Paulina dowiaduje się, że jej majątek przechodzi w ręce niejakiego Krzysztofa Vanizelosa. Postanawia za wszelką cenę spotkać się z nim i wyjaśnić sytuację. W tym celu wraz z przyjaciółką Niną udaje się na Korfu, gdzie zamieszkuje tajemniczy mężczyzna. Zanim do niego dociera wikła się w romans ze Stawrosem zamieszkującym ten sam hotel. Co z tego wyniknie?

     Autorka potrafi zaskoczyć i to jej poczytuję na plus. „Cierpkie winogrona” dostarczą emocji w wakacyjne dni. Książka idealna, jeśli ktoś potrzebuje relaksu i odskoczni.

tytuł "Cierpkie winogrona"
autor Bożena Gałczyńska-Szurek
wydawnictwo Szara Godzina
stron 299

czwartek, 19 lipca 2018

Romantyczna Nora Roberts idealna na plażę

    Lato tego roku robi nam psikusy. Szczęśliwie złapałam kilka słonecznych dni nad morzem. Plażując mogła zatopić się w romantycznej lekturze. Książkę zakupiłam nad morzem w cenie 13,99. To nie jedyna moja zdobycz. Zdradzę Wam, że wróciłam do domu z walizką cięższą o kilka kilogramów. Udało mi się zrobić pozostałe zakupy w cenie od 1zł do 10 zł. Były to książki nowe, jeszcze ofoliowane, podobnie "Powrót Rafe'a" Nory Roberts.
    Fabuła nie jest skomplikowana. Nie mam co się rozpisywać. Miejscowy rozrabiaka po śmierci mamy opuszcza rodzinną mieścinę i swoich braci i wyrusza w świat. Zdobywa majątek i wraca. Kupuje dom i zamierza go wyremontować, by prowadzić pensjonat. Pomaga mu w tym młoda Regan, właścicielka sklepu z antykami. On twardy w biznesie, ale czuły dla kobiet, ona stanowcza, chce być niezależna. Między nimi iskrzy namiętność, powoli rodzi się uczucie.

    Książka wywołała u mnie falę pełnych romantyzmu emocji. Nora Roberts pisze lekko, przystępnie, fabuła nie jest skomplikowana. Tworzy klimat, który sprawia że chce się powrócić w kreowany przez nią świat lub poznać kolejny. Pewnie dlatego kupiłam jeszcze jedną jej książkę.

To był naprawdę piękny dzień. Życzę wszystkim udanych wakacji!


tytuł "Powrót Rafe'a"
autor Nora Roberts
wydawnictwo Harper Collins

czwartek, 28 czerwca 2018

Harry Hole legenda w książce i poza nią



     W „Pragnieniu” Jo Nesbø skonstruował krwawą intrygę, na samą myśl której przechodzą mi ciarki po plecach. Ktoś morduje młode kobiety w bestialski sposób. Grupa kryminalnych ściga potwora bezskutecznie. Komendant policji Mikael Bellman decyduje się wezwać człowieka z jednej strony wycieńczonego pracą policyjną, a z drugiej człowieka, którego nazwisko budzi powszechny respekt, Harrego Hole.

     Moje pierwsze spotkanie z Harrym Hole było dla mnie zdumiewające z kilku powodów. Po pierwsze nie sądziłam, że polubię tę postać, po drugie że przypadnie mi do gustu jego legenda. A Harry Hole jest legendą w książce, jak również wśród  czytelników tej serii (takie moje spostrzeżenie). Gdzie się pojawi tam biją mu pokłony. Najdziwniejsze, że nie ma w tym próżniaczej buty. Okazuje się, że Hole taki jest. To znaczy ma talent do łapania psychopatów i najwyraźniej jest uzależniony od tego. Nie odpuści póki nie dopadnie kata niewinnych ofiar. Jest skłonny do poświęceń i radykalnych, nietuzinkowych kroków. Przypominał mi nieco Brudnego Harrego (Clint Eastwood), który jest moim topowym gliniarzem w świecie fikcji.

     Jo Nesbø świetnie podrzuca czytelnikowi ślady, myli tropy. Czekasz na rozwiązanie zagadki z zapartym tchem. Wydaje mi się, że „Pragnienie” reprezentuje klasyczny już, chyba..., nurt skandynawski. Trochę dylematów postawił autor przed głównym bohaterem, trochę wątków obyczajowych w tle, odrobina myśli społecznej, dywagacje filozoficzne mordercy o własnych poczynaniach. Wszystko obleczone mroczną aurą podsycającą emocje czytelnika.

     „Pragnienie” nie zawodzi, może początek ma wolniejsze tempo, na szczęście fabuła rozpędza się, by w finale usatysfakcjonować podwójnie. Przeczytajcie a dowiecie się, dlaczego podwójnie.

     Jo Nesbø wypracował sobie na tyle bardzo dobry warsztat pisarski, że „Pragnienie” oglądałam, nie czytałam. Ta książka sprawdziłaby się na ekranach kin jako kryminał i thriller w jednym.


tytuł "Pragnienie"
autor Jo Nesbø
wydawnictwo Wydawnictwo Dolnośląskie
strony 463 

sobota, 16 czerwca 2018

Rozmowa z Daną Newelską, autorką "Talonu na drugie życie"

Dziś na moim blogu mam przyjemność gościć autorkę powieści obyczajowej „Talon na drugie życie” Danę Newelską, która oczarowała mnie lekkością stylu. Porozmawiam z nią o jej bohaterach i pomysłach na fabułę.



Dana Newelska urodziła się w 1962 roku. Jak mówi: „Są piękniejsze miejsca, lecz moje jest tu – w Lubsku – gdzie moi bliscy i wspomnienia sięgające od dzieciństwa aż po wiek bardziej niż dorosły”.
Jej debiutancka powieść „Paracynamon” otrzymała wyróżnienie Lubuskiego Wawrzynu Literackiego 2015, była także prezentowana na antenie Radia Zachód. Autorka, zachęcona przez czytelników, postanowiła dalej pisać. Tematów do książek dostarcza jej samo życie.



Debiut książkowy ma Pani za sobą. Teraz nadszedł czas na kolejną powieść. Skąd się bierze u Pani potrzeba pisania?



Tego to do końca ja sama nie wiem. To chyba taka tajemnica ludzkiego istnienia. Nadchodzi w naszym życiu czas kiedy mamy ochotę robić coś, czego do tej pory nie robiliśmy. Może to rodzaj sprawdzenia samego siebie? Stoję w kuchni i robię po raz pierwszy ciasto. Wyszło- to super. Podnoszę poprzeczkę i co robię? Chwytam za pędzel. Ok. Potrafię. Wymiana koła w aucie? Czemu nie? Zaczynam znów coś nowego. A jeśli nieopatrznie ktoś, jakieś „Coś” że niby to nie dla mnie. Niby dlaczego nie? Wszystko dla ludzi. Tylko trzeba mieć odwagę na podjęcie wyzwania. To podjęłam to wyzwanie. A po debiucie Paracynamonu, mojej pierwszej powieści- dostałam skrzydeł. Skoro książka została życzliwie przyjęta przez czytelników jak nie być z siebie zadowoloną? Nie wypada. Rok po ukazaniu się pierwszej książki nastąpiła przerwa w pisaniu. Zauroczyła mnie praca w kabarecie. Sprawdzić się jako aktor, czemu nie? Przez dwa lata wcielałam się w rolę Wicia w Żarskim kabarecie Oj tam Oj tam. Aż znów zachorowałam- na pisanie. Na Talon na drugie życie. Zawsze miałam- odkąd pamiętam- takie ciągoty w kierunku sztuki. Mam chyba zbyt romantyczną duszę.





Bardzo polubiłam główną bohaterkę, Anię, jej otwarty sposób bycia. Czy obdarzyła ją Pani również swoimi cechami charakteru, czy wzorowała się na kimś innym?



Kiedy powołujemy do życia fikcyjną postać, pewnie podświadomie dostaje ona w prezencie część genotypu nas samych lub osób z którymi przebywamy.



Czy czuje Pani szczególną sympatię do któregoś ze swoich bohaterów?



Pani Saro, kocham ich wszystkich! Nawet mamuśkę Borysa, która sprawia że człowiek bardziej czuje że żyje!



W książce podejmuje Pani dość ciekawy, może dla niektórych kontrowersyjny, temat reinkarnacji. Skąd się wziął taki pomysł na fabułę?



No i masz babo placek. Jak tu powiedzieć a nie rozminąć się z prawdą? Coś tak od środka mówiło mi, że właśnie na ten temat mam pisać. Może ujmę to tak. Zaciekawiło mnie dlaczego małe dzieci używają zwrotu: Jak byłam duża … Kiedy byłam chłopcem... Zaczęłam szukać wiadomości na ten temat. „ Kopałam” i „kopałam” aż się dokopałam do różnych wiadomości. Zaczęły mnie zastanawiać. Wciągnęło mnie to na tyle, że drążyłam temat dalej. Podejmowałam rozmowy o rzeczach niewyjaśnionych i paranormalnych z bliskimi. Nie było wśród nich ani jednej osoby, która nie doświadczyła by czegoś dziwnego , zastanawiającego je. A to już była woda na młyn dla mojej wyobraźni.



Czy wierzy Pani, że po śmierci wracamy, by narodzić się na nowo?



Nie wiem. Zastanawia mnie jednak, dlaczego spotykając na ulicy obcych ludzi wywołują oni u mnie uczucie radości na ich widok, albo wręcz wewnętrzne drganie. Może kiedyś już ich znałam?





Czy osobiście doświadczyła Pani sytuacji, którą trudno racjonalnie wytłumaczyć?



Wiele razy. Jak większość z nas. Tylko przechodzimy koło takich spraw i się nie zastanawiamy. Doznała Pani kiedyś wrażenia że ktoś stoi za jej plecami a nikogo nie było? Czy czuła Pani silny zapach kwiatów lub perfum? Udało się Pani zadzwonić do przyjaciółki i usłyszeć: Właśnie miałam wykręcić numer do Ciebie! Albo ostrzegamy: Nie biegnij bo upadniesz! A tu bęc! Dziecko leży jakby przez wypowiedziane proroctwo. Ale o tym opowiem może w następnej książce, kiedy ponownie poczuję wewnętrzną potrzebę pisania.



Dziękuję za rozmowę



Książkę "Talon na drugie życie" kupisz wysyłając zamówienie na adres mejlowy autorki: danutanewelska@o2.pl