Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Katarzyna Maludy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Katarzyna Maludy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2018

Tatarska dzikość zawładnęła moim sercem

     Choć od zakończenia lektury minęło trochę czasu, wciąż przeżywam uczucia bohaterów, uczucia gorące, wręcz parzące, buchające ogniem, gwałtowne, otumaniające, pchające do czynów odważnych, niebezpiecznych, chwalebnych i tych niegodnych także. Wspominam opiekuńczą Bӧrte, dziką Petję, mściwą Ofkę, słodką i silną zarazem Klarusię Kadyszewiczównę. Rozpamiętuję rycerzy i wojowników walczących, kochających, nienawidzących, ambitnych i ginących na polu walki.

     „Dzikie serca” Aleksandy Katarzyny Maludy to powieść, która porwała mi serce i nim zawładnęła. Autorka stworzyła romans historyczny w najlepszym wydaniu.

    Książka dobrze wydana, z przyciągającą uwagę okładką, emanująca jakąś tajemnicą. A w środku kilka zdań od samej autorki. Czytelnik dowiaduje się, że ma dwie możliwości czytania. Pisarka podjęła się napisania opowieści o dwóch tatarskich rodach obejmującej przeszło sześćset lat. Autorka przybliża w ten sposób losy przodków Klary Kadyszewiczównej, której przygody również w książce są zawarte, ale ujęte w odrębną całość. I tak czytelnik ma szansę wyboru. Albo przeczytać książkę po kolei (od pierwszego rozdziału do dziewiętnastego) albo zacząć od rozdziałów dotyczących Karusi a potem przeczytać historię jej przodków (lub na odwrót). Osobiście wybrałam pierwszą opcję i nie żałuję. Fabuła książki jest spójna a wszystkie wątki dopięte.

     Autorka skrupulatnie odtwarza w każdym rozdziale kolejną epokę sięgając czasów Chingis – chana żyjącego w Wielkim Stepie, podbojów tatarskich, ich wielkiej potęgi, przez walki na Rusi w 1240, czasy przemian religijnych (przyjmowanie chrześcijaństwa), połączenie Polski i Litwy, walki z krzyżakami, wolności szlacheckiej, aż do zaborów. A wszystko to stanowi tło dla ludzkich losów, miłości i namiętności. Barwny styl autorki wsparty rzetelną wiedzą historyczną składa się na wartość „Dzikich serc”. Pisarka potrafiła oddać ducha każdej epoki, w którą wkraczała.

     Historię Kary Kadysiewiczównej określiłabym jako delikatną, bardziej wymuskaną od historii jej babek i praprababek. Ale i Kalara żyje w epoce, w której kobieta ma być eteryczna, cicha i uległa, tylko że ona taka nie potrafi być a dzika, tatarska natura szuka ujścia dla siebie.

     Klara jest córką dwójki bohaterów „Zesłanej miłości”, Franciszka Kadyszewicza oraz Ludwiki Kadyszewiczowej. Podczas gdy Pani Ludwika zostaje na Syberii, by prowadzić tam interesy, pan Franciszek wraca z zesłania. I jak to on uważa, że powinien być słońcem w układzie słonecznym swojej rodziny. Tymczasem jego córka potrzebowałaby wsparcia, gdyż podejmuje naukę w Aleksandryjsko-Maryjnym Instytucie Wychowania Panien, by zostać nauczycielką. Jednak Klara czuje powołanie dla siebie na scenie. Niestety bycie aktorką w XIX wieku to wielkie wyzwanie.

      „Dzikie serca” są spełnieniem marzeń każdej amatorki romansu historycznego. Myślę jednak, że każdy książko-maniak znajdzie w tej lekturze ogromną przyjemność, gdyż wzbudza nie lada emocje i dostarcza wielu wzruszeń.

Dziękuję autorce za możliwość przeczytania "Dzikich serc".








"Dzikie serca"
Aleksandra Katarzyna Maludy 
Oficyna Wydawnicza Rytm
stron 367

piątek, 15 grudnia 2017

Rozmowa z autorką "Zesłanej miłości" i "Dzikich serc"



Niektóre myśli zachowują się wobec niej okrutnie. 
Domagają się zapisania. 
Utrwalone na papierze dają spokój. 
Układają się w piękne opowieści z historią w tle.



Dziś przedświąteczne spotkanie z autorką cyklu "Cień od wschodu" oraz "Podwójnego życia Nawojki" Aleksandrą Katarzyną Maludy z wykształcenia polonistką i historyczką,  z zamiłowania pisarką.



 Zbieg okoliczności sprawił, że poznałam twórczość tej autorki. Wyczekuję z niecierpliwością "Dzikich serc", które 15 stycznia 2018 będą miały swoją premierę. Dlatego cieszę się, że autorka gości na moim blogu, by odpowiedzieć na kilka nurtujących mnie pytań.


Zapraszam 

 



    Zacznę tradycyjnym pytaniem :). Skąd wzięła się Twoja pasja pisania?
    Niektóre myśli, które przychodzą mi do głowy, zachowują się wobec mnie okrutnie. Tak są natrętne, tak się tego domagają, że muszę je jakoś zrealizować. Dotyczą różnych rzeczy – pracy, urządzenia domu, jakichś mniejszych czy większych życiowych rewolucji. Najmniej paskudne są takie, które wystarczy zapisać na kartce papieru. Utrwalone tam dają mi spokój. Długo nic z nich nie wynikało. Do czasu aż moja córka nie obroniła pracy doktorskiej dotyczącej wczesnośredniowiecznych świętych irlandzkich. Jak się pewnie domyślasz, pracodawcy nie tęsknią specjalnie za wysokokwalifikowanymi specjalistami w tej dziedzinie, więc jej wiedza, która zawsze wydawała mi się doskonałym materiałem literackim, była niewykorzystana. Chciałam ją namówić do napisania na ten temat powieści. Tylko najpierw sama musiałam sprawdzić, czy to jest zadanie do wykonania. Dlatego napisałam „Rok 1863…” i pisanie mnie pochłonęło.

    Skąd czerpiesz pomysły i inspiracje do swoich książek?
     Jestem książkowym molem. Lubię historię i sporo na ten temat czytam. A tam jest tyle wątków i spraw, które moim zdaniem powinny przeobrazić się w powieść, że życia mi nie starczy, by się nimi wszystkimi zająć. Mam wrażenie, że stoję przed półką, na której nie ma wielu książek, więc tylko staram się zapełniać luki.

    Dlaczego właśnie okres upadku powstania styczniowego, czyli Polski pod zaborami i losy ludzi zesłanych na Syberię postanowiłaś opisać w „Zesłanej miłości”?
    To przypadek. Mieszkałam wtedy na mazowieckiej wsi niedaleko Płońska. Wpadła mi do rąk książka regionalisty, Ryszarda Juszkiewicza, „Powstanie styczniowe na północnym Mazowszu”. Wynikało z niej, że jeden z wodzów powstania, Zygmunt Padlewski, był częstym gościem w okolicznych dworach, tu powstawały plany powstania, tu znajdował schronienie i odpoczynek w przerwach między walkami. Historia toczyła się drogami, którymi ja codziennie jeździłam do pracy, chodziłam na spacery. Nie mogłam być na to obojętna.

    Dzikie serca” to drugi tom cyklu Cień od wschodu. Opis na okładce intrygujący, ale i oszczędny. Czy mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić więcej na temat fabuły? Nurtuje mnie, czy spotkamy jeszcze Justynę i innych bohaterów z pierwszej części cyklu?
    W „Dzikich sercach” opowiadam historię Klary Kadyszewiczówny, córki bohaterów „Zesłanej miłości”. Ta część akcji toczy się w Warszawie, do której wracali już z zesłania niektórzy moi bohaterowie. Spotykamy ich, o innych docierają do nas tylko wiadomości. Klara pochodzi z tatarskiej rodziny, co jest pretekstem do snucia opowieści o polskich Tatarach. Mnóstwo tam dramatycznych i egzotycznych historii.

    Zesłana miłość” skupia się wokół miłości Justyny Dubieckiej i Edmunda Ojrzanowskiego. Czy Klarę, bohaterkę „Dzikich serc”, również czekają miłosne rozterki?
    Oczywiście, że Klarę czekają miłosne rozterki. Są one wpisane w los chyba każdej młodej dziewczyny. Nie brak także miłosnych historii w dziejach jej przodków.

    Masz w planach trzecią część?
    Pracuję nad trzecią częścią cyklu „Cień od wschodu”. Chciałabym w niej połączyć wątek syberyjski z „Zesłanej miłości” z warszawskim wątkiem „Dzikich serc”. Tym razem moi bohaterowie przeżywać będą swoje przygody na tle I wojny światowej i rewolucji w Rosji.

    Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, szczególny czas. Współcześnie królują centra handlowe. A jak spędziliby te święta bohaterowie Twoich powieści? Co znalazłoby się na ich świątecznym stole? Z kim podzieliliby się opłatkiem?
    Opisywałam mazowiecką wigilię w „Roku 1863…” i zesłańczą w „Zesłanej miłości”. Ta pierwsza była pełna rozterek i niepokojów, druga tęsknoty i tragicznych wspomnień. Wigilia jest czasem tradycji dla każdej rodziny nieco innej. Składają się na tę tradycję wpływy regionalne i historia. Trochę inaczej wyglądała ona w Kongresówce, inaczej w Małopolsce czy na Śląsku. Moi bohaterowie jedli w wigilijny wieczór wiele potraw z ryb, wśród których koniecznie musiała być jakaś zalana galaretą, a inna przyrządzona po żydowsku, koniecznie musiała się znaleźć na stole kapusta z grzybami albo pierogi z takim farszem, czerwony barszcz albo zupa grzybowa, kutia z makiem, albo/i makowiec. W zamożniejszych domach ubierano już choinkę, a w innych u sufitu podwieszano ustrojony ścięty czub sosny czy świerka – połaźniczkę. A przy stole rodzina i puste nakrycie dla wędrowca z dalekich stron. Wtedy czekało ono przede wszystkim na tych, którzy wracali z Syberii.

    Co najbardziej w świętach lubi autorka „Dzikich serc”?
    Święta Bożego Narodzenia budzą we mnie dziecko. Choć jestem już starszą panią, to nieodmiennie cieszy mnie choinka, kolacja wigilijna, śpiewanie kolęd i prezenty. Magia świąt powoduje, że na kiedy indziej odkładamy kłopoty, interesy, nieporozumienia. Świat wypełnia się dobrocią, wzajemną życzliwością. Tego wszystkiego życzę moim czytelnikom. I jeszcze tego, by ta życzliwość, dobro rozciągnęły się także na zwykłe, nieświąteczne dni.

źródło okładek: lubimyczytac.pl